Thursday, March 7, 2019

Clare Blanc - puder Body Magic Dust / Golden Skin


Cześć!

Postanowiłam w końcu napisać coś więcej o pudrze Body Magic Dust w odcieniu Golden Skin marki Clare Blanc. Pudry te jak i cała seria kosmetyków zaprojektowana została przez znaną i lubianą wizażystkę Martę Iwańska szerzej rozpoznawalną jako Doktor Makeup.

Nie pamiętam już kiedy dokładnie dowiedziałam się po raz pierwszy o kosmetykach Clare Blanc (pewnie z social media) jednak pamiętam z przekazu, że odrazu jasne było dla mnie, że kosmetyki będą: sypkie, mocno napigmentowane, ekskluzywne i co za tym idzie dość drogie. Wszystko się sprawdziło :-)



Na stronie Clare Blanc mamy możliwość zakupu produktu w dwóch pojemnośćiach: 4g za 149zł i 10g za 249zł.

Producent opisuje produkt jako taki, którym otrzymamy najmocniejszy efekt mokrej, złoto-beżowej tafli. Idealnie nadawać się ma do zarówno makijażu twarzy jak i ciała powodując efekt mocno opalonej skóry.



"Produkty Claré Blanc przeznaczone są do każdego rodzaju skóry. Są lekkie, jedwabiście gładkie i bardzo trwałe. Dzięki naturalnym składnikom wzbogaconym o cenne oleje, witaminy i aminokwasy istnieje niskie prawdopodobieństwo wystąpienia reakcji alergicznych. Nie zatykają porów. Kosmetyki są w pełni przyjazne dla środowiska. Są wolne od konserwantów, talku, syntetycznych substancji zapachowych, parabenów, tlenochlorku bizmutu, sztucznych barwników."


Faktycznie - przejrzałam składy większości kosmetyków na stronie i są bardzo proste. Może nie tak proste jak innych minerałów, które stosuję w domu (Lily LoloPIXIE) jednak tak czy inaczej są to głównie komponenty spotykany szeroko w naturze i kosmetyce naturalnej. 

Przejdźmy jednak do sedna - puder Golden Skin. Co o nim sądzę?

KOLOR

Poniżej zobaczyć możecie swatche w ciepłym i chłodnym świetle. Moim zdaniem kolor produktu zależy w bardzo dużym stopniu od oświetlenia ponieważ drobinki są na tyle duże, że łapią światło z otoczenia. W ciepłym oświetleniu drobinki faktycznie będą złoto-beżowe, jednak w chłodniejszym przypominają nieco różowego szampana.

Nakładając produkt na czystą skórę produkt da bardziej brokatowy efekt, zaś położony na bazę stworzy równomierną taflę.


Na poniższych zdjęciach możecie zobaczyć jak produkt wygląda nałożony na przypudrowaną skórę. 
Produkt nałożyłam dość obficie pędzlem do różu/bronzera tej samej marki. 


Jakie są moje wnioski stosując ten produkt na twarz? 

Cóż, moim zdaniem na twarzy, na żywo, produkt jest dość mocno widoczny - raczej dla odważnych ponieważ drobinki są spore. Zupełnie inaczej jednak to wygląda w przypadku sfotografowania skóry w mocnym świetle.

O ile na żywo widzę te drobinki, o tyle na zdjęciach są już nieco mniej zauważalne, a efekt bardziej równomierny. Do tej pory w celu uzyskania podobnego efektu używałam sypkich rozświetlaczy marki Inglot.





Musicie liczyć się z tym, że nakładając go na sucho, na przypudrowaną twarz uzyskacie efekt podkreślenia porów. Puder mocno wyświeca skórę, a co za tym idzie również jej fakturę. Odradzam nakładanie tego produktu w okolicę jakichkolwiek blizn.

DEKOLT

Wielką siła tego produktu jest to jak pięknie radzi sobie z rozświetleniem dekoltu oraz jak wygląda położony na mokro. Najprościej jest wymieszać go po prostu z balsamem i potraktować nim całe ciało w celu uzyskania podkreślenia opalenizny.

Pokażę Wam jeden ze sposobów, który moim zdaniem świetnie nada się do sesji zdjęciowej i podkręcenia opalenizny.

Zaczynam od nałożenia olejku z awokado z Your Natural Side. 
Jest to olejek suchy, dlatego pamiętajcie by pracować z nim dość szybko. Ja uwielbiam olejek z awokado ponieważ ma zbawienny wpływ na skórę twarzy i dekoltu, dlatego poza makijażem w ten sposób zadbacie również o jakość skóry. 


Następnie by wzmocnić efekt i zwiększyć poślizg spryskuję wodę hydrolatem z Oczaru Wirginijskiego tej samej marki. Ponownie - poza pomocą w makijażu bardzo lubię ten produkt ze względów pielęgnacyjnych. Stosuję i na ciało i na włosy. Uprzedzam jednak, że oba produkty mają dość intensywny zapach :-)


Gdy skóra jest wciąż zwilżona przechodzę do nakładania pudru. Robię to przy pomocy pędzla, ale śmiało możecie zrobić to samo przy pomocy dłoni. Uważajcie jednak by nie zrobić smug palcami.


Warto jednak zwrócić tutaj uwagę, że produkt nakładany w dużych ilościach, na mokro, potrafi wybijać bardziej pomarańczowe/czerwone tony. Uważajcie na to szczególnie jeśli tak jak ja macie dość jasny koloryt cery. W tej sytuacji polecam Wam zacząć od odcienia Cold Beige, który jest jaśniejszy, bardziej cielisty i srebrno-złoty.


Jeśli spojrzycie na poniższym zdjęciu na różnicę pomiędzy skórą mojej twarzy, a dekoltu zobaczycie wyraźnie, że stopień opalenia skóry jest dość intensywny. Skóra ma dużo cieplejszy i ciemniejszy kolor. Uważałabym u osób z dużymi zmarszczkami szyi i dekoltu.


PĘDZLE...

Pędzle to za dużo powiedziane, ponieważ mam tylko jeden :-) ale bardzo podoba mi się ich wygląd. Rączki wykonane są prawdziwego drewna co za tym idzie osłojenie każdej rączki jest unikatowe i niepowtarzalne.
Pędzla do różu/bronzera FB 02 używam do rozświetlacza lub bronzera - zgodnie z przeznaczeniem. Jest wystarczająco miękki i elastyczny by poradzić sobie z jednym i drugim. Są to produkty wegańskie odziane w mosiężne okucie. Pędzel mam niedługo ale póki co nie odnotowałam żadnych wypadających włosków. Jestem ciekawa jak ta matowa, drewniana rączka będzie wyglądać po kilku latach? To się jeszcze okażę.


Dzięki syntetycznemu włosiu bez obaw możecie pracować tymi produktami na mokro.
Oczywiście świetnie sprawdzą się również inne pędzle, szczególnie jeśli spryskacie je wcześniej wodą lub produktem z gliceryną - np Fix + z MACA.



PODSUMOWANIE

Kończąc ten post - produkt daje zdecydowanie mocny efekt. Polecę go fankom błyskotek i wyraźnej tafli. Jedyne na co zalecam uważać to żeby nie przesadzić jeśli planujecie go używać na mokro przy jasnej skórze, ponieważ łatwo stworzyć ciemniejsze smugi. Tak jak pisałam wcześniej - wtedy bezpieczniej pozostać przy mniej intensywnym kolorze lub rozrzedzić go innym płynnym kosmetykiem.

Produkt jest dość trwały, uniwersalny - możecie używać go jako cień do oczu, rozświetlacz, dodatek do kremu/balsamu. Mimo, że mam tą mniejszą gramaturę wydaje mi się, że jest to zupełnie wystarczająca ilość, tymbardziej, że ceny nie są niskie. Nie jest to jednak produkt bez którego nie mogłabym się obejść.

Jestem bardzo ciekawa czy zainteresowałam Was tym produktem oraz czy macie w planach zaopatrzyć się w jakieś kosmetyki marki Clare Blanc? Dajcie znać.

Maja

Thursday, February 28, 2019

Podkład LIQUID CONTROL HD Eveline - Hit czy Kit?

Podkład LIQUID CONTROL HD Eveline

Cześć!

Korzystając z okazji, że trochę mnie wysypało od nadmiaru nowych kosmetyków w dzisiejszym poście chciałam napisać kilka słów na temat taniego, drogeryjnego podkładu, który szturmem podbija internet i kosmetyczki Polek. Mowa oczywiści o podkładzie LIQUID CONTROL HD od Eveline. Cena tego produktu to około 35zł za 32ml. Posiadam go w dwóch odcieniach - 010 Light Beige i 030 Sand Beige - szczęśliwie ten jaśniejszy niemal idealnie stapia się z moją skórą.


Podkład LIQUID CONTROL HD Eveline

OPIS:

Producent zapewnia nas, że podkład jest nietłusty, idealnie stapia się z cerą, jest lekki i gwarantuje efekt drugiej skóry. Ponadto podkład ten ma "doskonale kryć i utrzymywać się aż do 24h".
Zawsze gdy czytam takie rzeczy zastanawiam się czy osoby przygotowujące opis produktu testują go w ogóle na własnej skórze :-)

O ile w 100% zgadzam się, że podkład jest: nietłusty, lekki, a konsystencja jest bardzo wodnista, tak z efektem drugiej skóry, doskonałym kryciem i wydłużoną do 24h trwałością już bym się mogła nieco kłócić.

KONSYSTENCJA/KRYCIE:

Podkład ten konsystencją przypomina mi mój ukochany Face & Body z Maca jednak w przypadku Eveline krycie i zastyganie jest zdecydowanie bardziej zauważalne. Mimo wszystko krycie to jest pomiędzy małym. Podkład posiada ogromne możliwości budowania krycia, przez co nie powiedziałabym, że wodnistość to jego wada. Wręcz przeciwnie - lejąca konsystencja sprawia, że podkład ten nadawać się będzie dla dużo większego spektrum klientów. Potrzebujesz mocniejszego krycia? Dołóż po prostu drugą warstwę, tak jak ja to zrobiłam poniżej.

Na pierwszym zestawieniu możecie zobaczyć mnie po lewej - bez makijażu, oraz po prawej - z jedną warstwą Liquid Control.


Podkład LIQUID CONTROL HD Eveline


Na poniższym zestawieniu zobaczyć możecie mnie ponownie bez makijażu po lewej, oraz w dwóch warstwach podkładu i nałożonym pudrem po prawej (użyłam Eveline Matt My Day Banana Powder).

Podkład LIQUID CONTROL HD Eveline


Myślę, że różnica w kryciu wszelkich niedoskonałości widoczna jest gołym okiem.
Nie zgodziłabym się jednak, że otrzymujemy tu efekt drugiej skóry. Zarówno na zdjęciach jak i na żywo widzę i czuję, że mam typowy, wodny fluid na twarzy. Wyznacznikiem "efektu drugiej skóry" są dla mnie podkłady mineralne, których naprawdę ani nie czuć, ani nie widać na twarzy. Choć jestem w stanie uwierzyć, że kobiety, które przyzwyczajone są do tępych, gęstych podkładów po spróbowaniu tego produktu mogą mieć wrażenie niespotykanej lekkości na skórze.

APLIKACJA:

Opakowanie produktu posiada bardzo wygodną pipetę, którą możemy skroplić podkład bezpośrednio na twarz bez dotykania skóry do czego Was zachęcam, ponieważ podkład nałożony na gąbeczkę momentalnie w nią wsiąka i ... tyle go widzimy. Oczywiście powodem jest wodnista konsystencja, więc trzeba się z tym liczyć.

Podkład LIQUID CONTROL HD Eveline

Podkład LIQUID CONTROL HD Eveline

Podkład przy dwóch warstwach pięknie przykrył krostki oraz piegi, skóra jest ujednolicona. Niektórzy skarżą się na oksydację - ja tego póki co nie odnotowałam, jednak mój produkt jest stosunkowo nowy.

Podkład LIQUID CONTROL HD Eveline


TRWAŁOŚĆ:

Trwałość podkładu jest faktycznie całkiem niezła, jednak już po paru godzinach odnotowałam bardzo mocne świecenie. Oczywiście moja cera jest ogólnie bardzo potliwa w strefie T, jednak jeśli nie użyję mocno matującego pudru do tego podkładu po kilku godzinach mój nos śmiało może wyznaczać statkom drogę do portu...

Jeśli macie gdzieś na twarzy odstające skórki możliwe, że przed aplikacją podkładu konieczne będzie złuszczenie twarzy, ponieważ ze względu na niskotłuszczową formułę produkt potrafi podkreślać suche miejsca.

KOLORYSTYKA:

Kolor 010 jest dla mnie niemal idealny, zaś obawiam się, że 030 nawet gdy się opalę będzie zwyczajnie zbyt brzoskwiniowy.

Podkład LIQUID CONTROL HD Eveline


PODSUMOWANIE:

Plusy
- Niska cena
- Ogólnodostępny
- Wygodna pipeta
- Możliwość budowania krycia
- Bez przypudrowania wygląda bardzo naturalnie
- Lekki, wodnisty
- Transparentny
- Satynowe wykończenie
- Po kilku godzinach nadal wygląda naturalnie


Minusy
- Budowanie krycia wymaga czasu
- Może podkreślać suche skórki i włoski
- Nie zapewni nawilżenia
- Szybko przepuszcza sebum


Podkład LIQUID CONTROL HD Eveline

(wygląd twarzy świeżo po nałożeniu podkładu)

Podkład LIQUID CONTROL HD Eveline


No i co Wy o nim sądzicie? Zachęciłam Was do wypróbowania, czy może wręcz przeciwnie?



Monday, January 28, 2019

Baza Eye Shadow Keeper INGLOT


Bardzo długo nie mogłam się przekonać do baz przeźroczystych. Była to dla mnie strata czasu oraz pieniędzy. Co biorąc pod uwagę, że pierwsza baza pod cienie przez duże "B", której używałam była to baza z Artdeco. Wcześniej zawsze pracowałam na jakimś tępym korektorze. Mówię o tym dlatego, ponieważ bardzo często jest tak, że pierwszy kosmetyk, który "poznamy" z danej kategorii często kształtuje nasze upodobania na resztę życia - tak samo jak np pierwsze posiłki, które zjemy jako dziecko.



Bazę Eye Shadow Keeper kupiłam stosunkowo późno po jej sklepowej premierze, dlatego moje koleżanki zdążyły ją przetestować wzdłuż i wszerz, dzięki czemu wiedziałam iż cieszy się sporym zaufaniem. Mimo wszystko miałam obiekcje ponieważ miałam jeszcze sporą ilość bazy Too Faced "Shadow Insurance" oraz bazy Anti-age od Urban Decay (obie przeźroczyste i nie zastygające - tak samo jak Inglotowska).



Bardzo charakterystyczna dla tej bazy jest wysoka wydajność i co za tym idzie - opłacalność. Wystarczy bardzo niewielka ilość bazy by pokryć nią całą powiekę. To co odróżnia tę bazę od dwóch wspomnianych wcześniej to fakt iż mimo jest ona dość wodna, przeźroczysta i niezastygająca, baza ta jest bardziej klejąca oraz mniej sucha. Nawet pozostawiona na chwilę na dłoni nie wyschnie momentalnie jak np Primer Potion od Urban Decay. Nie jest to baza na której musicie pracować szybko co oczywiście może być zarówno wadą jak i zaletą. Mimo iż powyższe zdjęcie może wprowadzić pewną niepewność, po nałożeniu cieni produkt staje się zupełnie matowy więc pod tym względem nada się zarówno do matowych jak i połyskujących makijaży.

 (cień poniżej - nałożony na suchą skórę, cień powyżej - nałożony na bazę)


Zdążyłam już sprawdzić bazę w różnych warunkach i uważam, że znacząco podbija jakość cieni. Wyraźnie widać, że cień "Vanitas" z palety "Dreamy" Nabli dzięki zastosowaniu bazy staje się dużo bardziej foliowy - pokryta jest nie tylko skóra ale i wszystkie jej wgłębienia. Kolory są dużo bardziej intensywne, nasycone. No i co najważniejsze - cień wygląda na dłoni dokładnie tak jak w opakowaniu.



Następnie postanowiłam przetestować matowy cień "Dogma" z tej samej palety. Jak wszyscy wiemy błyszczące cienie potrafią wyglądać fajnie nawet bez bazy, więc tak naprawdę dopiero przy matach widać faktyczną jakość produktu. Co ciekawe muszę przyznać, że po zrobieniu testu tego koloru nabrałam do tej bazy większego szacunku :) Ponieważ już po pierwszym dotknięciu pędzlem skóry kolor był wyraźnie bardziej głęboki, wlepił się w skórę i wypełnił jej załamania. Zaciekawiło mnie również to, że przy późniejszym dokładaniu koloru i "głaskaniu" skóry w miejscu nałożenia sporej ilości pigmentu cień zaczął delikatnie odbijać światło co generalnie może być minusem. Powody mogą być dwa: albo w składzie cienia jest sporo nawilżających składników albo baza jest na tyle niezastygająca, że przylepia się do włosia i z każdym nabieraniem koloru na pędzel nakładamy bazę na cień. Bardzo podobna sprawa miejsce np przy nakładaniu pudru mineralnego na skórę twarzy - jeśli krem, który jest pod spodem nie wchłonie się wystarczająco możemy zauważyć lekko-tłustą warstewkę zbryloną na wieczku, którego używaliśmy do wmasowania pudru w pędzel.


Dochodzimy do kwestii, która ostatecznie zachęciła mnie w sklepie do kupna tej bazy czyli szeroko komentowane właściwości do podtrzymywania pigmentów, a nawet grubo-mielonych brokatów. Z brokatem nie próbowałam ponieważ używam ich niezwykle rzadko i jeśli już, używam wtedy kleju Kryolan dedykowanego specjalne do tego. Tym razem postanowiłam wypróbować pigment 120 - również z Inglota. Najpierw nałożyłam pigment na suchą skórę i stało się to czego pewnie spodziewa się każdy z Was czyli pigment się sypał, nie tworzył tafli, widoczne były grudki. W momencie kiedy tylko dotknęłam płaskim pędzlem skóry pokrytej bazą zobaczyłam idealną, gładką taflę. Wielkim plusem jest to, że śmiało możecie dokładać kolejne warstwy i to, co w przypadku matowych cieni może być problemem w przypadku pigmentu stworzy co najwyżej jeszcze większą, bardziej intensywną, bardziej nasyconą i grubą taflę. Podkreślony został największy plus pigmentu 120 czyli duochromowość - w zależności od kąta patrzenia widać było albo wyraźny brąz, albo wyraźny fiolet w plamie nałożonej bez bazy ciężko było rozpoznać dwa różne kolory.




Na koniec test na wodoodporność - jasny, błyszczący cień zmył się bez większych trudności, ciemny pozostał w skórze w obu przypadkach jednak ten nałożony na bazę jest wyraźnie bardziej widoczny. Pigment z Inglota pozostawił po sobie widoczny błysk, więc co ciekawe mimo iż wychodziłam z sypkiej formuły pięknie przylepił się on do skóry.

PODSUMOWANIE
- Cena: 49,90zł / 10ml.
- Wygodne, wyciskane, higieniczne opakowanie (możliwość rozcięcia).
- Łatwość dezynfekcji.
- Stosunkowo niska cena w stosunku do wydajności.
- Pełna przeźroczystość.
- Nie zastyga, lekko lepiący.
- Idealny do sypkich, błyszczącym pigmentów oraz foliowych cieni.
- Widocznie podbija kolor.
- Wzmacnia wodoodporność.
- Wygładza pory skóry, usprawnia ich penetrację przez kolejne kosmetyki.
- Nie podkreśla porów ani nie waży cieni.
- Ładnie łączy się z wieloma korektorami.
- Może być stosowany na inne partie twarzy i ciała w celu zwiększenia trwałości.
- Ogólnodostępny.

Moja ocena: 8/10.

Wednesday, July 4, 2018

Jak i dlaczego przeszłam na weganizm?



Cześć!

Dawno mnie tu nie było, więc pewnie tymbardziej zdziwi Was dzisiejszy temat. Być może dieta nie kojarzy się w oczywisty sposób z makijażem, jednak w moim przypadku miała tak ogromny wpływ na mój wygląd i samopoczucie, że postanowiłam się z Wami podzielić tym co skłoniło mnie do zmiany moich nawyków żywieniowych.

Jak to się zaczęło...

Pod koniec poprzedniego roku za każdym razem gdy tylko zjadłam mięso lub mięsne przetwory nie czułam się zbyt dobrze. Tak naprawdę poza lekkostrawnymi potrawami było mi niedobrze prawie po wszystkim, co pochodziło od zwierząt. Trwało to mniej więcej od początku listopada, a może nawet dłużej? Wtedy nie łączyłam tego z mięsem czy nabiałem, myślałam, że może potrzebuję detoksu, do tego szarówka za oknem nie działała pozytywnie na moje siły witalne, tłumaczyłam to niewystarczającym brakiem ruchu i "takim czasem".
Sylwester to zwykle dzień kiedy zamawiamy jakieś gotowe jedzenie ponieważ cały sylwester zawsze pracuję, a mój chłopak ma wtedy urodziny więc powiedzmy, że to taka "rekompensata". Tak też było w minionego sylwestra - mi od dłuższego czasu było nie dobrze po mięsie jednak moja druga połówka miała ochotę na klasycznego fast fooda - padło na KFC. Bardzo rzadko tam jadaliśmy, więc zamówienie z okazji "święta" było dobrym pretekstem :-)
Niestety mój problem z kurczakami z KFC, a właściwie panierką jest taki, że są dla mnie zbyt doprawione i intensywne. Do tego doszło po prostu kiepskie samopoczucie po spożyciu posiłku, który mi w tym czasie szkodził i moje obrzydzenie do mięsa sięgnęło tego dnia zenitu. Po "obiedzie" było mi tak niedobrze, czułam się taka pełna, zapchana i wzdęta, że praktycznie po kwadransie wylądowałam w łazience. Mimo, że obiad przeleciał przeze mnie z prędkością światła to niesmak pozostał.

Następnego dnia wciąż było mi niedobrze - zaczęłam łączyć fakty i zrozumiałam, że za każdym razem gdy jadłam mięso było mi niedobrze. Bez względu z jakiego źródła, czy zrobione samodzielnie czy kupione w restauracji. Znacie to uczucie, kiedy coś Wam zaszkodzi i później nie jesteście przez długi czas w ogóle na to spojrzeć, a sam zapach wywołuje mdłości? Po tym dniu ja tak miałam i zrozumiałam, że muszę przestać robić sobie krzywdę.

Pierwszego dnia postanowiłam, że zrobię sobie po prostu post i odstawię mięso. Jednakowoż stwierdziłam, że z czystej ciekawości sprawdzę ile również uda mi się wytrzymać bez nabiału. Właściwie nadal nie wiem, czemu przyszło mi to do głowy.

Wnioski po pół roku

O dziwo, mimo kilku potknięć jestem na diecie wegańskiej już ponad pół roku i jedyne czego żałuję, to, że mój organizm nie dał mi takiego "cynku" do zmiany dużo wcześniej. Naprawdę mam wrażenie, że mój organizm podświadomie sam wybrał za mnie tę dietę. Zmiany są tak ogromne i pozytywne, że dopiero teraz wszystko zaczyna się łączyć i mieć sens. Przez pierwsze półtora/dwa miesiące schudłam ok 7kg i możecie mi wierzyć na słowo - BARDZO już tego potrzebowałam. Pod koniec 2017 roku osiągnęłam na wadze wynik, którego nigdy wcześniej na niej nie zobaczyłam. Jednym słowem - było ŹLE.

Kolejny plus to w końcu nie czuję się "przeżarta" po obiedzie, tylko najedzona. Po zjedzeniu posiłku mam siłę by dalej funkcjonować, a nie zawinąć się w kokon i iść spać na kilka godzin w ciągu dnia.

Poprawiła mi się cera, co wiele z Was zauważyło. Dostaję dużo więcej komplementów pod filmami na Youtube i bardzo mi miło, że to zauważacie. Wiele osób pyta co się wydarzyło, że jestem taka promienna na twarzy. Cóż, oto odpowiedź :) Zauważyłam też, że moja skóra nie jest już tak wiotka, szczególnie pod oczami.

Inny bardzo pozytywny aspekt jest taki, że potrzebuję o wiele mniej snu niż wcześniej.

Dzięki przejściu na weganizm zaczęłam się dokształcać w wielu tematach, które wcześniej traktowałam po macoszemu - zero waste, ekologia, hodowla zwierząt, zdrowie. Jeżdżę na imprezy tematyczne i wykłady dzięki którym czuję, że się rozwijam i zdobyłam w końcu jakąś odskocznię, dzięki czemu moja praca znów zaczęła mi sprawiać większą przyjemność (może być to też kwestia tego, że nie jestem już tak zmęczona i mam w sobie dużo więcej radości).

Nie chce mówić, że dieta to remedium na wszystkie problemy ponieważ oczywiście dieta wegańska wcale nie musi być dietą zdrową (można w końcu jeść codziennie kupny, wegański fast food) jednak w moim przypadku zmiana sposobu żywienia była bodźcem do po prostu - ogarnięcia się.

Znów czuję się dobrze w swojej skórze, co mnie bardzo cieszy. Mam wrażenie, że mogę przenosić góry.

Udało mi się również przekonać do przejścia na wegetarianizm moją mamę, chociaż u niej tak naprawdę też przyszło to bardzo naturalnie. Wprowadza też coraz więcej dań wegańskich. Biorąc pod uwagę, że uprawia dużo sportu i biega w maratonach myślę, że to dobry przykład wege-sportowca dla niedowiarków.

Post napisałam pod wpływem chwili, brakuje w nim wielu ciekawostek i ważnych informacji, jednak niech będzie to wstęp do nowego rozdziału nie tylko w moim życiu, ale i na blogu :-)

Dobranoc!

Monday, April 9, 2018

Błyszczyki Color Elixir Cushion MAX FACTOR recenzja



Cześć!

Dziś recenzja nowości od Max Factor. Idzie wiosna więc mam nadzieję, że spodobają się Wam te radosne kolory nowych błyszczyków Color Elixir Cushion. Ja błyszczyki wybieram najczęściej wtedy, kiedy chcę uzyskać lekki efekt na ustach. Gdy chcę by mój makijaż był po prostu cały jasny i lekki w wyrazie lub odwrotnie - gdy moje oczy są bardzo ciężkie i nie chcę przesadzić dodając do nich mocne usta.

Błyszczyki prezentują się bardzo estetycznie i zachęcająco. Tubka jest wyciskana dzięki czemu możemy wykorzystać produkt do cna. Sugerowana cena producenta to 36,99zł jednak widziałam już, że można dostać je w cenie ok 30zł za 9ml. Aplikator to wyprofilowana gąbeczka.



Błyszczyk możemy dostać w 5 kolorach:


015 Starlight Coral

 020 Splendor Chic

025 Shine in Glam

030 Majesty Berry

035 Baby Star Coral


Osobiście z powyższego zestawienia najbardziej podobają mi się kolory 020 i 025 ponieważ są jasne, chłodne i idealne na co dzień. Co do formuły to niestety nie jest już tak kolorowo. Podoba mi się to, że nie mają widocznej perły - jest to czysty, soczysty blask, usta wyglądają jak po przeciągnięciu świeżo wyciśniętym sokiem. Nawilżenie zapewnić ma nam wosk candelilia, witamina E, wazelina i oleje mineralne Niestety jak widzicie błyszczyk lubi się rozwarstwiać i zbierać w załamaniach. Jeśli macie akurat przesuszone usta efekt będzie jeszcze gorszy. Co prawda nie widać tego aż tak przy dwóch wcześniej wspomnianych kolorach, ale przy ciemnych już bardzo. W zależności od tego ile warstw i w jakiej ilości nałożycie taki będzie efekt - powyższy błysk uzyskałam dopiero przy dwóch grubszych warstwach. Nie jest to też błyszczyk, którym można malować się w ciemno - jego kolor jest na tyle intensywny, że wystarczy odrobinę wyjechać poza czerwień wargową i już to widać.

PLUSY:

+ żywe, radosne kolory
+ mocny blask przy większej ilości,
+ składniki odżywcze,
+ opakowanie w formie wyciskanej tubki.

MINUSY:

- zbiera się w załamaniach,
- podkreśla suche skórki,
- widać poszczególne plamy.

Ilość plusów jest większa od ilości minusów, jeśli Wasze usta są w doskonałym stanie zapewne będziecie zadowolone z powyższego produktu. Ja jednak dopóki nie nawilżę swoich ust po chorobie i zimie muszę tym błyszczykom podziękować.

Jeśli chcecie zobaczyć test na żywo tych pomadek zapraszam Was do obejrzenia mojego filmu:



Sunday, April 1, 2018

Mixery do podkładów NYX



Cześć,

wiem, że dla wielu zarówno początkujących jak i doświadczonych wizażystów ilość podkładów potrzebnych do pracy przy jednym projekcie lub kliencie potrafi być wręcz przytłaczająca. Nigdy nie wiesz tak naprawdę na jak ciemną czy jasną karnację trafisz, ani czy będzie ona bardziej chłodna czy ciepła. Zazwyczaj kończy się to tym, że jadąc na sesję/zlecenie z modelką której nie znasz musisz wziąć ze sobą mnóstwo różnych podkładów i improwizować na miejscu, ponieważ nie masz pojęcia na co się nastawiać. Mam na to świetnie rozwiązanie - jeśli jeszcze nie słyszeliście o czymś takim jak mixery do podkładów koniecznie zapoznajcie się z tym produktem:

Mixery Nyx

Wcześniej interesowałam się mixerami "Chromatix Mix" od MUFE jednak za każdym razem ich cena w stosunku do objętości mnie skutecznie zniechęcała. Prywatnie do tej pory stosowałam biały mixer od Hean którym rozjaśniałam swoje podkłady w czasie zimy jednak do pracy potrzebowałam nieco szerszego spektrum kolorów. W końcu postanowiłam wypróbować mixery marki NYX. Cena jest bardzo przystępna ponieważ kosztują jedyne 41zł za 30ml więc nieporównywalnie do MUFE (68zł /13ml). Zdecydowałam się na kolory:

- biały (white),
- oliwkowy brąz do przyciemniania (olive),
- ciepły pomarańcz do ocieplania (warmth),
- brązowy grafit do przyciemniania (deep).

Niestety w przeciwieństwie do MUFE w Nyx nie znajdziemy klasycznej żółci i niebieskiego koloru, który bardzo przydałby się do ocieplania i ochładzania podkładów. W ofercie Nyx znajdziecie jednak jeszcze dla kolory rozświetlające w kolorach Opal i Luminous - ja sobie je odpuściłam ponieważ mam w swoim kufrze już sporo płynnych produktów rozświetlających.

Mixery Nyx (od lewej: deep, warmth, olive, white)

(od lewej: deep, warmth, olive, white)

Produkty te są bardzo lejące ale i napigmentowane dzięki czemu nie musicie się martwić, że zmienią jakoś znacząco formułę produktu do którego je dodajecie. Biały odcień intensywnie rozjaśnia podkłady, a brąz widocznie je przyciemnia. Niestety odcień warmth sprawia, że podkłady nie są bardziej żółte, a pomarańczowe lub czerwone więc nie sprawdzą się zbytnio w ocieplaniu zbyt różowych podkładów. Odcień deep ma zaś z kolei bardzo chłodną barwę, wiec nawet jeśli dodacie go jedynie odrobinę do podkładu i tak zszarzeje on dość wyraźnie co nie wygląda atrakcyjnie.

Szczerze mogę Wam polecić biały i brąz (olive), zaś pewnie warmth i deep będą u mnie leżeć i się marnować (lub czekać aż natrafię na naprawdę ciemną cerę). Mam nadzieję, że w przyszłości Nyx doda do swojego asortymentu również podstawowe kolory takie jak czysta żółć, czerwień i niebieski.

PLUSY:
+ stosunek objętości do ceny,
+ dwa przydatne kolory do rozjaśniania i przyciemniania kosmetyków,
+ dostępność,
+ wyciskane tubki,
+ nie zmienia znacząco właściwości produktu,
+ mocny pigment (ekonomiczne),
+ kolor olive może być używany samodzielne jako produkt do konturowania twarzy.

MINUSY:
- brak mixerów w barwach podstawowych,
- kolory deep i warmth są mało użyteczne w naszej szerokości geograficznej,

Podsumowując; mixery są bardzo przydatnymi produktami dzięki którym oszczędzicie swój kręgosłup i miejsce w kufrze oraz będziecie mogli być spokojni, że uda Wam się wyjść zwycięsko z opresji gdy okaże się, że brakuje Wam jaśniejszego lub ciemniejszego podkładu.

Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądają poszczególne mixery w połączeniu z podkładem Estee Lauder Double Wear zapraszam Was serdecznie do obejrzenia mojej recenzji oraz testu na Youtube:


Sunday, February 18, 2018

Limonkowy, graficzny makijaż





































Hej,

dziś przychodzę do Was z bardziej graficznym makijażem.
W domu trzymam głównie mniej budżetowe produkty, które dostaję do testów i sporo zapomnianych palet. W ten sposób natrafiłam na dawno zapomnianą paletę Garden of Eden firmy Sleek, która tak swoją drogą kiedyś już gościła na tym blogu.

Wykorzystałam z danej palety trochę ciemnej, butelkowej zieleni "Tree of Life" i nieco satynowej oliwki "Evergreen". Na środek powieki położyłam intensywnie żółty, matowy cień z Inglota w żółtym kolorze. Nie wiem nawet czy jeszcze produkują tę serię - cienie były sprzedawane w dużych, czarnych opakowaniach, bez nazwy ani numeru koloru.

Na ustach wylądowała pomadka Golden Rose w kolorze nr 11, zaś na twarzy mam podkład Made to Stay od Catrice przypudrowany Dress Me Perfect od Deborah Milano. Na sińce nałożyłam korektor Camouflage również od Catrice. Oczy wykończyłam rzęsami no name od "chińczyka" (czyt. Aliexpress), zaś brwi podkreśliłam pomadą z Inglota w kolorze nr 11. Kreska eyelinerem w słoiczku KOBO. Jedyny droższy produkt w tym makijażu to rozświetlacz Love Light - Ray of Light od Too Faced. Twarz wykonturowana jest bronzerem z KOBO "Nubian Desert".