Monday, January 28, 2019

Baza Eye Shadow Keeper INGLOT


Bardzo długo nie mogłam się przekonać do baz przeźroczystych. Była to dla mnie strata czasu oraz pieniędzy. Co biorąc pod uwagę, że pierwsza baza pod cienie przez duże "B", której używałam była to baza z Artdeco. Wcześniej zawsze pracowałam na jakimś tępym korektorze. Mówię o tym dlatego, ponieważ bardzo często jest tak, że pierwszy kosmetyk, który "poznamy" z danej kategorii często kształtuje nasze upodobania na resztę życia - tak samo jak np pierwsze posiłki, które zjemy jako dziecko.



Bazę Eye Shadow Keeper kupiłam stosunkowo późno po jej sklepowej premierze, dlatego moje koleżanki zdążyły ją przetestować wzdłuż i wszerz, dzięki czemu wiedziałam iż cieszy się sporym zaufaniem. Mimo wszystko miałam obiekcje ponieważ miałam jeszcze sporą ilość bazy Too Faced "Shadow Insurance" oraz bazy Anti-age od Urban Decay (obie przeźroczyste i nie zastygające - tak samo jak Inglotowska).



Bardzo charakterystyczna dla tej bazy jest wysoka wydajność i co za tym idzie - opłacalność. Wystarczy bardzo niewielka ilość bazy by pokryć nią całą powiekę. To co odróżnia tę bazę od dwóch wspomnianych wcześniej to fakt iż mimo jest ona dość wodna, przeźroczysta i niezastygająca, baza ta jest bardziej klejąca oraz mniej sucha. Nawet pozostawiona na chwilę na dłoni nie wyschnie momentalnie jak np Primer Potion od Urban Decay. Nie jest to baza na której musicie pracować szybko co oczywiście może być zarówno wadą jak i zaletą. Mimo iż powyższe zdjęcie może wprowadzić pewną niepewność, po nałożeniu cieni produkt staje się zupełnie matowy więc pod tym względem nada się zarówno do matowych jak i połyskujących makijaży.

 (cień poniżej - nałożony na suchą skórę, cień powyżej - nałożony na bazę)


Zdążyłam już sprawdzić bazę w różnych warunkach i uważam, że znacząco podbija jakość cieni. Wyraźnie widać, że cień "Vanitas" z palety "Dreamy" Nabli dzięki zastosowaniu bazy staje się dużo bardziej foliowy - pokryta jest nie tylko skóra ale i wszystkie jej wgłębienia. Kolory są dużo bardziej intensywne, nasycone. No i co najważniejsze - cień wygląda na dłoni dokładnie tak jak w opakowaniu.



Następnie postanowiłam przetestować matowy cień "Dogma" z tej samej palety. Jak wszyscy wiemy błyszczące cienie potrafią wyglądać fajnie nawet bez bazy, więc tak naprawdę dopiero przy matach widać faktyczną jakość produktu. Co ciekawe muszę przyznać, że po zrobieniu testu tego koloru nabrałam do tej bazy większego szacunku :) Ponieważ już po pierwszym dotknięciu pędzlem skóry kolor był wyraźnie bardziej głęboki, wlepił się w skórę i wypełnił jej załamania. Zaciekawiło mnie również to, że przy późniejszym dokładaniu koloru i "głaskaniu" skóry w miejscu nałożenia sporej ilości pigmentu cień zaczął delikatnie odbijać światło co generalnie może być minusem. Powody mogą być dwa: albo w składzie cienia jest sporo nawilżających składników albo baza jest na tyle niezastygająca, że przylepia się do włosia i z każdym nabieraniem koloru na pędzel nakładamy bazę na cień. Bardzo podobna sprawa miejsce np przy nakładaniu pudru mineralnego na skórę twarzy - jeśli krem, który jest pod spodem nie wchłonie się wystarczająco możemy zauważyć lekko-tłustą warstewkę zbryloną na wieczku, którego używaliśmy do wmasowania pudru w pędzel.


Dochodzimy do kwestii, która ostatecznie zachęciła mnie w sklepie do kupna tej bazy czyli szeroko komentowane właściwości do podtrzymywania pigmentów, a nawet grubo-mielonych brokatów. Z brokatem nie próbowałam ponieważ używam ich niezwykle rzadko i jeśli już, używam wtedy kleju Kryolan dedykowanego specjalne do tego. Tym razem postanowiłam wypróbować pigment 120 - również z Inglota. Najpierw nałożyłam pigment na suchą skórę i stało się to czego pewnie spodziewa się każdy z Was czyli pigment się sypał, nie tworzył tafli, widoczne były grudki. W momencie kiedy tylko dotknęłam płaskim pędzlem skóry pokrytej bazą zobaczyłam idealną, gładką taflę. Wielkim plusem jest to, że śmiało możecie dokładać kolejne warstwy i to, co w przypadku matowych cieni może być problemem w przypadku pigmentu stworzy co najwyżej jeszcze większą, bardziej intensywną, bardziej nasyconą i grubą taflę. Podkreślony został największy plus pigmentu 120 czyli duochromowość - w zależności od kąta patrzenia widać było albo wyraźny brąz, albo wyraźny fiolet w plamie nałożonej bez bazy ciężko było rozpoznać dwa różne kolory.




Na koniec test na wodoodporność - jasny, błyszczący cień zmył się bez większych trudności, ciemny pozostał w skórze w obu przypadkach jednak ten nałożony na bazę jest wyraźnie bardziej widoczny. Pigment z Inglota pozostawił po sobie widoczny błysk, więc co ciekawe mimo iż wychodziłam z sypkiej formuły pięknie przylepił się on do skóry.

PODSUMOWANIE
- Cena: 49,90zł / 10ml.
- Wygodne, wyciskane, higieniczne opakowanie (możliwość rozcięcia).
- Łatwość dezynfekcji.
- Stosunkowo niska cena w stosunku do wydajności.
- Pełna przeźroczystość.
- Nie zastyga, lekko lepiący.
- Idealny do sypkich, błyszczącym pigmentów oraz foliowych cieni.
- Widocznie podbija kolor.
- Wzmacnia wodoodporność.
- Wygładza pory skóry, usprawnia ich penetrację przez kolejne kosmetyki.
- Nie podkreśla porów ani nie waży cieni.
- Ładnie łączy się z wieloma korektorami.
- Może być stosowany na inne partie twarzy i ciała w celu zwiększenia trwałości.
- Ogólnodostępny.

Moja ocena: 8/10.

Wednesday, July 4, 2018

Jak i dlaczego przeszłam na weganizm?



Cześć!

Dawno mnie tu nie było, więc pewnie tymbardziej zdziwi Was dzisiejszy temat. Być może dieta nie kojarzy się w oczywisty sposób z makijażem, jednak w moim przypadku miała tak ogromny wpływ na mój wygląd i samopoczucie, że postanowiłam się z Wami podzielić tym co skłoniło mnie do zmiany moich nawyków żywieniowych.

Jak to się zaczęło...

Pod koniec poprzedniego roku za każdym razem gdy tylko zjadłam mięso lub mięsne przetwory nie czułam się zbyt dobrze. Tak naprawdę poza lekkostrawnymi potrawami było mi niedobrze prawie po wszystkim, co pochodziło od zwierząt. Trwało to mniej więcej od początku listopada, a może nawet dłużej? Wtedy nie łączyłam tego z mięsem czy nabiałem, myślałam, że może potrzebuję detoksu, do tego szarówka za oknem nie działała pozytywnie na moje siły witalne, tłumaczyłam to niewystarczającym brakiem ruchu i "takim czasem".
Sylwester to zwykle dzień kiedy zamawiamy jakieś gotowe jedzenie ponieważ cały sylwester zawsze pracuję, a mój chłopak ma wtedy urodziny więc powiedzmy, że to taka "rekompensata". Tak też było w minionego sylwestra - mi od dłuższego czasu było nie dobrze po mięsie jednak moja druga połówka miała ochotę na klasycznego fast fooda - padło na KFC. Bardzo rzadko tam jadaliśmy, więc zamówienie z okazji "święta" było dobrym pretekstem :-)
Niestety mój problem z kurczakami z KFC, a właściwie panierką jest taki, że są dla mnie zbyt doprawione i intensywne. Do tego doszło po prostu kiepskie samopoczucie po spożyciu posiłku, który mi w tym czasie szkodził i moje obrzydzenie do mięsa sięgnęło tego dnia zenitu. Po "obiedzie" było mi tak niedobrze, czułam się taka pełna, zapchana i wzdęta, że praktycznie po kwadransie wylądowałam w łazience. Mimo, że obiad przeleciał przeze mnie z prędkością światła to niesmak pozostał.

Następnego dnia wciąż było mi niedobrze - zaczęłam łączyć fakty i zrozumiałam, że za każdym razem gdy jadłam mięso było mi niedobrze. Bez względu z jakiego źródła, czy zrobione samodzielnie czy kupione w restauracji. Znacie to uczucie, kiedy coś Wam zaszkodzi i później nie jesteście przez długi czas w ogóle na to spojrzeć, a sam zapach wywołuje mdłości? Po tym dniu ja tak miałam i zrozumiałam, że muszę przestać robić sobie krzywdę.

Pierwszego dnia postanowiłam, że zrobię sobie po prostu post i odstawię mięso. Jednakowoż stwierdziłam, że z czystej ciekawości sprawdzę ile również uda mi się wytrzymać bez nabiału. Właściwie nadal nie wiem, czemu przyszło mi to do głowy.

Wnioski po pół roku

O dziwo, mimo kilku potknięć jestem na diecie wegańskiej już ponad pół roku i jedyne czego żałuję, to, że mój organizm nie dał mi takiego "cynku" do zmiany dużo wcześniej. Naprawdę mam wrażenie, że mój organizm podświadomie sam wybrał za mnie tę dietę. Zmiany są tak ogromne i pozytywne, że dopiero teraz wszystko zaczyna się łączyć i mieć sens. Przez pierwsze półtora/dwa miesiące schudłam ok 7kg i możecie mi wierzyć na słowo - BARDZO już tego potrzebowałam. Pod koniec 2017 roku osiągnęłam na wadze wynik, którego nigdy wcześniej na niej nie zobaczyłam. Jednym słowem - było ŹLE.

Kolejny plus to w końcu nie czuję się "przeżarta" po obiedzie, tylko najedzona. Po zjedzeniu posiłku mam siłę by dalej funkcjonować, a nie zawinąć się w kokon i iść spać na kilka godzin w ciągu dnia.

Poprawiła mi się cera, co wiele z Was zauważyło. Dostaję dużo więcej komplementów pod filmami na Youtube i bardzo mi miło, że to zauważacie. Wiele osób pyta co się wydarzyło, że jestem taka promienna na twarzy. Cóż, oto odpowiedź :) Zauważyłam też, że moja skóra nie jest już tak wiotka, szczególnie pod oczami.

Inny bardzo pozytywny aspekt jest taki, że potrzebuję o wiele mniej snu niż wcześniej.

Dzięki przejściu na weganizm zaczęłam się dokształcać w wielu tematach, które wcześniej traktowałam po macoszemu - zero waste, ekologia, hodowla zwierząt, zdrowie. Jeżdżę na imprezy tematyczne i wykłady dzięki którym czuję, że się rozwijam i zdobyłam w końcu jakąś odskocznię, dzięki czemu moja praca znów zaczęła mi sprawiać większą przyjemność (może być to też kwestia tego, że nie jestem już tak zmęczona i mam w sobie dużo więcej radości).

Nie chce mówić, że dieta to remedium na wszystkie problemy ponieważ oczywiście dieta wegańska wcale nie musi być dietą zdrową (można w końcu jeść codziennie kupny, wegański fast food) jednak w moim przypadku zmiana sposobu żywienia była bodźcem do po prostu - ogarnięcia się.

Znów czuję się dobrze w swojej skórze, co mnie bardzo cieszy. Mam wrażenie, że mogę przenosić góry.

Udało mi się również przekonać do przejścia na wegetarianizm moją mamę, chociaż u niej tak naprawdę też przyszło to bardzo naturalnie. Wprowadza też coraz więcej dań wegańskich. Biorąc pod uwagę, że uprawia dużo sportu i biega w maratonach myślę, że to dobry przykład wege-sportowca dla niedowiarków.

Post napisałam pod wpływem chwili, brakuje w nim wielu ciekawostek i ważnych informacji, jednak niech będzie to wstęp do nowego rozdziału nie tylko w moim życiu, ale i na blogu :-)

Dobranoc!

Monday, April 9, 2018

Błyszczyki Color Elixir Cushion MAX FACTOR recenzja



Cześć!

Dziś recenzja nowości od Max Factor. Idzie wiosna więc mam nadzieję, że spodobają się Wam te radosne kolory nowych błyszczyków Color Elixir Cushion. Ja błyszczyki wybieram najczęściej wtedy, kiedy chcę uzyskać lekki efekt na ustach. Gdy chcę by mój makijaż był po prostu cały jasny i lekki w wyrazie lub odwrotnie - gdy moje oczy są bardzo ciężkie i nie chcę przesadzić dodając do nich mocne usta.

Błyszczyki prezentują się bardzo estetycznie i zachęcająco. Tubka jest wyciskana dzięki czemu możemy wykorzystać produkt do cna. Sugerowana cena producenta to 36,99zł jednak widziałam już, że można dostać je w cenie ok 30zł za 9ml. Aplikator to wyprofilowana gąbeczka.



Błyszczyk możemy dostać w 5 kolorach:


015 Starlight Coral

 020 Splendor Chic

025 Shine in Glam

030 Majesty Berry

035 Baby Star Coral


Osobiście z powyższego zestawienia najbardziej podobają mi się kolory 020 i 025 ponieważ są jasne, chłodne i idealne na co dzień. Co do formuły to niestety nie jest już tak kolorowo. Podoba mi się to, że nie mają widocznej perły - jest to czysty, soczysty blask, usta wyglądają jak po przeciągnięciu świeżo wyciśniętym sokiem. Nawilżenie zapewnić ma nam wosk candelilia, witamina E, wazelina i oleje mineralne Niestety jak widzicie błyszczyk lubi się rozwarstwiać i zbierać w załamaniach. Jeśli macie akurat przesuszone usta efekt będzie jeszcze gorszy. Co prawda nie widać tego aż tak przy dwóch wcześniej wspomnianych kolorach, ale przy ciemnych już bardzo. W zależności od tego ile warstw i w jakiej ilości nałożycie taki będzie efekt - powyższy błysk uzyskałam dopiero przy dwóch grubszych warstwach. Nie jest to też błyszczyk, którym można malować się w ciemno - jego kolor jest na tyle intensywny, że wystarczy odrobinę wyjechać poza czerwień wargową i już to widać.

PLUSY:

+ żywe, radosne kolory
+ mocny blask przy większej ilości,
+ składniki odżywcze,
+ opakowanie w formie wyciskanej tubki.

MINUSY:

- zbiera się w załamaniach,
- podkreśla suche skórki,
- widać poszczególne plamy.

Ilość plusów jest większa od ilości minusów, jeśli Wasze usta są w doskonałym stanie zapewne będziecie zadowolone z powyższego produktu. Ja jednak dopóki nie nawilżę swoich ust po chorobie i zimie muszę tym błyszczykom podziękować.

Jeśli chcecie zobaczyć test na żywo tych pomadek zapraszam Was do obejrzenia mojego filmu:



Sunday, April 1, 2018

Mixery do podkładów NYX



Cześć,

wiem, że dla wielu zarówno początkujących jak i doświadczonych wizażystów ilość podkładów potrzebnych do pracy przy jednym projekcie lub kliencie potrafi być wręcz przytłaczająca. Nigdy nie wiesz tak naprawdę na jak ciemną czy jasną karnację trafisz, ani czy będzie ona bardziej chłodna czy ciepła. Zazwyczaj kończy się to tym, że jadąc na sesję/zlecenie z modelką której nie znasz musisz wziąć ze sobą mnóstwo różnych podkładów i improwizować na miejscu, ponieważ nie masz pojęcia na co się nastawiać. Mam na to świetnie rozwiązanie - jeśli jeszcze nie słyszeliście o czymś takim jak mixery do podkładów koniecznie zapoznajcie się z tym produktem:

Mixery Nyx

Wcześniej interesowałam się mixerami "Chromatix Mix" od MUFE jednak za każdym razem ich cena w stosunku do objętości mnie skutecznie zniechęcała. Prywatnie do tej pory stosowałam biały mixer od Hean którym rozjaśniałam swoje podkłady w czasie zimy jednak do pracy potrzebowałam nieco szerszego spektrum kolorów. W końcu postanowiłam wypróbować mixery marki NYX. Cena jest bardzo przystępna ponieważ kosztują jedyne 41zł za 30ml więc nieporównywalnie do MUFE (68zł /13ml). Zdecydowałam się na kolory:

- biały (white),
- oliwkowy brąz do przyciemniania (olive),
- ciepły pomarańcz do ocieplania (warmth),
- brązowy grafit do przyciemniania (deep).

Niestety w przeciwieństwie do MUFE w Nyx nie znajdziemy klasycznej żółci i niebieskiego koloru, który bardzo przydałby się do ocieplania i ochładzania podkładów. W ofercie Nyx znajdziecie jednak jeszcze dla kolory rozświetlające w kolorach Opal i Luminous - ja sobie je odpuściłam ponieważ mam w swoim kufrze już sporo płynnych produktów rozświetlających.

Mixery Nyx (od lewej: deep, warmth, olive, white)

(od lewej: deep, warmth, olive, white)

Produkty te są bardzo lejące ale i napigmentowane dzięki czemu nie musicie się martwić, że zmienią jakoś znacząco formułę produktu do którego je dodajecie. Biały odcień intensywnie rozjaśnia podkłady, a brąz widocznie je przyciemnia. Niestety odcień warmth sprawia, że podkłady nie są bardziej żółte, a pomarańczowe lub czerwone więc nie sprawdzą się zbytnio w ocieplaniu zbyt różowych podkładów. Odcień deep ma zaś z kolei bardzo chłodną barwę, wiec nawet jeśli dodacie go jedynie odrobinę do podkładu i tak zszarzeje on dość wyraźnie co nie wygląda atrakcyjnie.

Szczerze mogę Wam polecić biały i brąz (olive), zaś pewnie warmth i deep będą u mnie leżeć i się marnować (lub czekać aż natrafię na naprawdę ciemną cerę). Mam nadzieję, że w przyszłości Nyx doda do swojego asortymentu również podstawowe kolory takie jak czysta żółć, czerwień i niebieski.

PLUSY:
+ stosunek objętości do ceny,
+ dwa przydatne kolory do rozjaśniania i przyciemniania kosmetyków,
+ dostępność,
+ wyciskane tubki,
+ nie zmienia znacząco właściwości produktu,
+ mocny pigment (ekonomiczne),
+ kolor olive może być używany samodzielne jako produkt do konturowania twarzy.

MINUSY:
- brak mixerów w barwach podstawowych,
- kolory deep i warmth są mało użyteczne w naszej szerokości geograficznej,

Podsumowując; mixery są bardzo przydatnymi produktami dzięki którym oszczędzicie swój kręgosłup i miejsce w kufrze oraz będziecie mogli być spokojni, że uda Wam się wyjść zwycięsko z opresji gdy okaże się, że brakuje Wam jaśniejszego lub ciemniejszego podkładu.

Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądają poszczególne mixery w połączeniu z podkładem Estee Lauder Double Wear zapraszam Was serdecznie do obejrzenia mojej recenzji oraz testu na Youtube:


Sunday, February 18, 2018

Limonkowy, graficzny makijaż





































Hej,

dziś przychodzę do Was z bardziej graficznym makijażem.
W domu trzymam głównie mniej budżetowe produkty, które dostaję do testów i sporo zapomnianych palet. W ten sposób natrafiłam na dawno zapomnianą paletę Garden of Eden firmy Sleek, która tak swoją drogą kiedyś już gościła na tym blogu.

Wykorzystałam z danej palety trochę ciemnej, butelkowej zieleni "Tree of Life" i nieco satynowej oliwki "Evergreen". Na środek powieki położyłam intensywnie żółty, matowy cień z Inglota w żółtym kolorze. Nie wiem nawet czy jeszcze produkują tę serię - cienie były sprzedawane w dużych, czarnych opakowaniach, bez nazwy ani numeru koloru.

Na ustach wylądowała pomadka Golden Rose w kolorze nr 11, zaś na twarzy mam podkład Made to Stay od Catrice przypudrowany Dress Me Perfect od Deborah Milano. Na sińce nałożyłam korektor Camouflage również od Catrice. Oczy wykończyłam rzęsami no name od "chińczyka" (czyt. Aliexpress), zaś brwi podkreśliłam pomadą z Inglota w kolorze nr 11. Kreska eyelinerem w słoiczku KOBO. Jedyny droższy produkt w tym makijażu to rozświetlacz Love Light - Ray of Light od Too Faced. Twarz wykonturowana jest bronzerem z KOBO "Nubian Desert".



Saturday, February 17, 2018

Efekty lekcji makijażu z kursantką Patrycją / wieczorowy



Cześć,

w związku z tym, że jednym z moich noworocznych postanowień jest wrzucanie tutaj relacji również z lekcji makijażu, które przeprowadzam dziś pokażę Wam efekty ostatniej lekcji z kursantką Patrycją.


makijaż, wizaż, backstage, szkolenie, lekcja makijażu, wizażystka, makijażystka, metamorfoza,

Pierwszy makijaż jaki wykonałyśmy był przykładowym makijażem ślubnym dla naszej modelki, która swoją ceremonię ma już za kilka miesięcy dlatego chciałam jej zaproponować coś w tym stylu. Swoją drogą modelce spodobało się na tyle ,że pojutrze sama zapisana jest na lekcję makijażu :-)

makijaż, wizaż, backstage, szkolenie, lekcja makijażu, wizażystka, makijażystka, metamorfoza,

makijaż, wizaż, backstage, szkolenie, lekcja makijażu, wizażystka, makijażystka, metamorfoza,

Na lekcjach makijażu zawsze ja wykonuję jedną połowę twarzy, zaś moja kursantka robi drugą. Poniżej możecie zobaczyć jak jej poszło.

makijaż, wizaż, backstage, szkolenie, lekcja makijażu, wizażystka, makijażystka, metamorfoza,

makijaż, wizaż, backstage, szkolenie, lekcja makijażu, wizażystka, makijażystka, metamorfoza,

Mimo niewielkich różnic, myślę, że mojej bądź co bądź mojej początkującej kursantce poszło całkiem nieźle.
Powyższy makijaż był dość matowy z niedużą ilością błysku na oczach, dlatego zależało mi, żeby podczas drugiego makijażu moja uczennica poćwiczyła również pracę z pigmentami sypkimi. Posłużyłam się pigmentem duochrom z Inglota, który mieni się na różne kolory w zależności od światła.

makijaż, wizaż, backstage, szkolenie, lekcja makijażu, wizażystka, makijażystka, metamorfoza,

Moją modelką była Marta, z którą kiedyś nagrywałam tutorial na Youtube inspirowany Amandą Seyfried. Marta prowadzi też swojego bloga.

makijaż, wizaż, backstage, szkolenie, lekcja makijażu, wizażystka, makijażystka, metamorfoza,

Moja strona gotowa, tak poradziła sobie moja kursantka:

makijaż, wizaż, backstage, szkolenie, lekcja makijażu, wizażystka, makijażystka, metamorfoza,

Nasza modelka ma piękny kolor tęczówki, więc zaproponowałam tutaj cienie i pigmenty w kolorach fioletu i różu, żeby dodatkowo podkręcić zieleń oczu. Dodatkowo zaprezentowałam tutaj również konturowanie twarzy na mokro oraz rozświetlenie dekoltu.

makijaż, wizaż, backstage, szkolenie, lekcja makijażu, wizażystka, makijażystka, metamorfoza,

makijaż, wizaż, backstage, szkolenie, lekcja makijażu, wizażystka, makijażystka, metamorfoza,

Możecie również zobaczyć jak wygląda praca zza kulis:

makijaż, wizaż, backstage, szkolenie, lekcja makijażu, wizażystka, makijażystka, metamorfoza,

Jak zawsze na moim instagramie możecie zobaczyć również dodatkowe filmy i zakulisowe nagrania z lekcji, które przeprowadzam. Dajcie znać, czy makijaże się Wam podobają :)

Monday, February 12, 2018

Zestaw pędzli dla początkującego wizażysty

podstawowy zestaw pędzli dla początkującego wizażysty

Cześć,

na moim kanale Youtube pojawił się film na temat tego z czego powinien składać się podstawowy zestaw pędzli, tak by zawierał wszystko co potrzebne, a jednocześnie był na tyle niskobudżetowy by móc odrazu kupić takich zestawów kilka. Jednak jak to zawsze w filmach bywa, ja się spieszę by film nie był za długi i zdarza mi się nie powiedzieć o wielu istotnych kwestiach dlatego w tym poście rozwinę nieco temat.

Higiena pracy wizażysty jest bardzo ważna i ma ogromny wpływ na to jak jesteśmy postrzegani przez klientów oraz kolegów z branży. Dlatego tak ważnym jest, by już od początku swojej kariery wyrabiać w sobie dobre nawyki. Jednym z takich nawyków jest posiadania osobnych, czystych i zdezynfekowanych pędzli dla każdego klienta. Zdaję sobie jednak oczywiście sprawę z tego, że na początku drogi wydatków jest bardzo dużo i wiele wizażystek oszczędza na pędzlach i inwestuje w kosmetyki, a pędzle pomiędzy klientkami jedynie dezynfekuje. Nie ukrywam - sama tak kiedyś robiłam! Gdy pytałam mądrzejszych od siebie jak tego uniknąć każdy odpowiadał mi "musisz kupić tyle pędzli ile masz klientów". I już. Po czym wchodziłam na pierwszą lepszą stronę internetową, patrzyłam, ile kosztuje powiększony zestaw i nadal byłam w kropce, ponieważ nie było mnie stać żeby kupić naraz pędzle o wartości 4.5 tysiąca złotych. Dziś chciałabym Wam wyjaśnić jakich właściwie pędzli potrzebujecie na początek dzięki czemu mam nadzieję, że maksymalnie je wykorzystacie i ominą Was niepotrzebne wydatki pod postacią zestawów w których jest masa niepotrzebnych na początku produktów.

podstawowy zestaw pędzli dla początkującego wizażysty

Tak wygląda podstawowy zestaw, którym jesteście w stanie wykonać każdy makijaż. Rozłóżmy go jednak na czynniki pierwsze.

podstawowy zestaw pędzli dla początkującego wizażysty

1. Pędzel do bazy lub kremu - najlepiej płaski i syntetyczny, żeby był odporny na płynne produkty. Nadaje się również do nakładania podkładu, należy jednak uważać by nie zostawić smug.

2. Pędzle do bronzera i różu - mogą być te same modele, ważne by były ścięte nie na prosto lecz lekko zaokrąglone.

3. Pędzle szpiczaste typu skunks - nadają się idealnie do pudrowania korektora pod oczami oraz do nakładania rozświetlacza.

4. Pędzel do podkładu Flat Top lub zaokrąglona kulka. Ważne żeby był zbity oraz syntetyczny.

5. Duży, puchaty pędzel do pudru.

Nie podpisana jest widoczne u dołu zdjęcia zalotka Firmy Shu Uemura.

podstawowy zestaw pędzli dla początkującego wizażysty

1. W pasie na pędzle / tubie muszą się też oczywiście znaleźć aplikatory - do ust i do kresek.

2. Kolejnym obowiązkiem wizażysty jest noszenie jednorazowych spiralek do tuszu.

3. Warto nosić ze sobą nożyczki np do przycięcia sztucznych rzęs.

4. Pensety przydadzą się do aplikacji rzęs.

5. Jeśli nie chcecie mieszać komponentów na dłoni koniecznie zaopatrzcie się w paletę kosmetyczną.

podstawowy zestaw pędzli dla początkującego wizażysty

1. Pędzle drobne do oczu, szpiczaste - warto mieć jeden osoby do dolnej powieki i jeden do wewn. kącika.

2. Płaski pędzel do cieni - świetnie nadaje się do przyklepywania sypkich pigmentów.

3. Pędzle puchate do blendowanie - tych nigdy dość, jednak minimum jeden do nakładania koloru i jeden czysty do poprawek.

4. Pędzel ścięty do brwi - syntetyczny, możliwie cienki.

5. Pędzel do ust - najlepiej, żeby miał możliwość schowania do metalowego etui dzięki czemu Wasze kosmetyczny nie pobrudzą się od szminki.

6. Płaski pędzel do korektora - idealnie nada się do poprawek brwi, ust, nakładania kamuflażu, a nawet nakładania szminki.

7. Wąski, okrągły pędzel do kresek. Świetnie sprawdzają się w tym celu pędzle ze sklepu plastycznego np. marki Kolibri.

8. Okrągły, syntetyczny pędzel najlepiej sprawdzi się do nakładania korektora pod oczami - nie pozostawia smug.

9. Obowiązkowo musicie zaopatrzyć się również w puszek na mały palec, który odseparuje Waszą dłoń od skóry klientki. Dodatkowo jest to dla Was stabilizator.


Po zrobienia rekonesansu w sieci przygotowałam listę wszystkich powyższych pędzli wśród tanich, łatwo-dostępnych marek. Oto wersja podstawowa;

podstawowy zestaw pędzli dla początkującego wizażysty

A oto wersja z dodatkowymi pędzlami, których nie musicie mieć odrazu jednak znacznie ułatwią i uprzyjemnią Wam one pracę;

podstawowy zestaw pędzli dla początkującego wizażysty

Film obejrzycie tutaj: