Thursday, August 25, 2022

Najlepsze zabawki i prezenty dla 1.5 rocznego dziecka

 


Cześć!

Co jakiś czas na moim Instagramie jak mantra przewija się pytanie o ulubione zabawki mojego syna w tym czy tamtym wieku, więc pomyślałam, że zrobię listę co aktualnie (lekko ponad 1.5 roku) zajmuje Hekiego najdłużej. Oczywiście najlepsze zabawki nigdy nie są stricte zabawkami, ale mamy kilka all-time-favourite, które nadal nie wypadły z łask. Możecie potraktować ten post jako inspirację, a może jako prezentownik dla bliskiego Wam dziecka? Większość jest raczej uniwersalna i sprawdzi się u wielu dzieci (choć wiadomo, że każde dziecko jest inne, więc niektóre mogą potrzebować chwili by do nich dorosnąć). 

1. "Scoot & Ride hulajnoga plus kask" KLIK

Hulajnoga Scoot & Ride jest u nas teraz zdecydowanie numerem jeden. Dzieciaki w tym wieku uwielbiają wszystko na czym można jeździć i szybko przemierzać świat. Hulajnoga Scoot & Ride jest bardzo bezpieczna, syn bez problemu utrzymuje na niej równowagę, do tego po okresie jazdy na siodełku łatwo można zmienić ją w klasyczną hulajnogę. Design i mnogość kolorów są kolejnym plusem. My zamówiliśmy zestaw z kaskiem, nad którym również nie warto się wahać ponieważ jest bardzo solidny i jako jeden z niewielu na rynku ma regulację obwodu głowy, więc najpierw może służyć za kask do hulajnogi, a potem do własnego, doroślejszego roweru. Polecam bardzo - nie ma dnia, żeby Heki nie pędził przez ogródek na swoim błękitnym rumaku. Kask też bardzo lubi - sam go przynosi, żeby mu założyć.

2. "Kosiarka na bańki mydlane" KLIK

Heki nie miał nigdy tradycyjnego pchacza, jednak nadszedł taki dzień, kiedy zaczęło fascynować go dosłownie wszystko co ma kółka i co można prowadzić. Tutaj nie dość, że mam sprzęt, który idealnie łączy te dwie funkcje to jeszcze do tego może przy tym puszczać bańki. My tę zabawkę dostaliśmy w prezencie od innych rodziców i funkcja puszczania baniek niestety została popsuta podczas intensywnej zabawy jednak mimo to Heki szaleje za tą kosiarką nawet bez tego! Podejrzewam, że gdyby dołączyć do tego te wspomniane wcześniej bańki to już w ogóle by odleciał razem z nimi :) Nie rozstaje się z kosiarką ani na moment, czasem zabiera ją nawet do wanny.


 

3. "Wózek dla lalek" KLIK

 W naszym domu podczas zakupów nie kierujemy się tym, co wg wielu nadaje się dla jedynie chłopca dla zabawy, a tym, czym nasz synek po prostu lubi się bawić. Zależy mi też na tym by nie uczyć go od małego, że dane czynności / przedmioty są zarezerwowane tylko dla danej płci, bo wiem, że jeśli ja go tego nie nauczę to on sam też nie będzie tak definiować świata. Z tego też powodu gdy tylko zauważyłam, że bardzo lubi się bawić wózkami dla lalek od swoich koleżanek odrazu mu jeden zamówiłam. Lalki go jakoś szczególnie nie interesują, ale jak już pisałam powyżej, jeśli tylko coś ma kółka i nadaje się do prowadzenia - nie ma przebacz :) Moim zdaniem w przypadku tak małych dzieci nie ma sensu inwestowania w drogie wózki (a widziałam nawet takie za kilkaset złotych) - przyjdzie na to czas gdy dziecko realnie będzie przejawiać nimi duże zainteresowanie, będzie chciało mieć jakąś zabawkę kolekcjonerską etc. Na chwilę obecną wózek z linku powyżej moim zdaniem sprawdzi się idealnie.


4. "Dziecięce puzzle"

Dziecięce puzzle to coś o czego istnieniu do niedawna nie miałam pojęcia, a okazuje się, że potrafią zająć dziecko na naprawdę dłuższą chwilę - szczególnie jest zależy Wam, żeby Wasze dziecko nauczyło się zajmować sobą same bez Waszej ingerencji. Poziom skomplikowania kształtów zależny jest od wieku dziecka, my mamy trzy różne zestawy i polecam je Wam w poniższej kolejności:

a) Dla dziecka rocznego i w górę: "Odkrywam koło"  KLIK. W przypadku tych puzzli można totalnie eksperymentować i nie ma dobrych czy złych dopasowań. Każde kółko pasuje do każdego szablonu, róznią się jedynie wzorkami. Idealna na start i jako pierwsze puzzle. (W środku znajdziecie 8 zestawów).

 
b) Dla dziecka od 15 miesięcy w górę: "Układam połówki: BUZIE" KLIK. My w sumie kupiliśmy te puzzle już po roku i Młody cieszył się widząć twarze zwierzaków na obrazkach ale nie potrafił ich jeszcze układać, za to bardzo chętnie używał ich jako gryzaków podczas ząbkowania i spora część się mocno zniszczyła :) Jest jeszcze druga wersja tych puzzli ale tą polecam bardziej właśnie ze względu na nadruki zwierzaków, które dzieci przecież w tym wieku uwielbiają! Na upartego tutaj też można eksperymentować z łączeniem połówek jednak zachęcanie dziecka do układania buziek "jak należy" zdecydowanie bardziej porusza jego szare komórki. Zwierzęca buzia "w całości" za każdym razem powoduje uśmiech na buzi.
 
 

c) Dla dziecka od dwóch lat w górę: "PUCIO: Co tu pasuje" KLIK. Te Puzzle są zdecydowanie najbardziej zaawansowane z tych, które mamy - Heki jeszcze nie potrafi ich układać bez mojej pomocy. Na chwilę obecną używamy ich bardziej do nauki słownictwa przedmiotów przedstawionych na obrazkach, opisuję mu ilustracje i pokazuję jak to działa etc. Natomiast jak poczytacie sobie opinie to zbierają one naprawdę fantastyczne recenzje, szczególnie jak na tę cenę. Te puzzle mają też najładniejszy design, przychodzą w ślicznym, tekturowym opakowaniu z "uchwytem" (które jako jedyne ze wszystkich się nie rozwaliło i trzymamy tam wszystkie pozostałe) i najlepiej ze wszystkich nadadzą się na prezent. Sama dostałam je właśnie nw prezencie i gdy potem zobaczyłam gdzieś przypadkowo jakie są tanie to byłam zaskoczona, bo w pierwszym kontakcie wydały mi się niezwykle jakościowym produktem.


5. "Foremki do domowych lodów" KLIK

Heki wszedł teraz w fazę absolutnej fascynacji lodami do tego stopnia, ze sam otwiera sobie zamrażarkę i ich tam szuka - bez względu na to czy są to lody w kostkach czy na patyku. Jednak jako, że nie wyobrażałam sobie karmić go zwykłymi lodami codzienne postanowiłam kupić nowe foremki do domowych lodów, żałując jednocześnie, że poprzednie oddałąm komuś przed przeprowadzką. Nie wiem co ja miałam wtedy w głowię, bo domowe lody z jogurtu greckiego lub owoców robimy teraz CODZIENNIE. Zdecydowałam się stacjonarnie na firmę Lekue ponieważ mają silikonowe, orginalne foremki, którę są niewielkie na tyle, że mały jest w stanie zjeść loda w całości, a nie zostawić go gdzieś po drodze na dywanie i oglądać jak się wesoło rozpuszcza. Wszystko domywa się w zmywarce i mają też sporo zapasowych patyczków w zestawie.


6. Zestaw zabawek do wanny/pod prysznic

Poniższy zestaw zamówiłam ze względu na największa liczbę pozytywnych opinii i naprawdę nie żałuję, bo Junior ma turbo zabawę od dobrych czterech miesięcy. Jeśli macie problem, że Wasze dziecko nie przepada za kąpielą to na pewno ten zestaw sprawi, że chętniej będzie wchodzić do wanny. Heki miał taki epizod ale wystarczyło, że powiedziałam "małpka już na Ciebie czeka i wywraca oczami" (co faktycznie robi po wlaniu wody) i chętnie leciał do łazienki. Do tego zestawu dołączone są również dwie kulki z obciążeniem (patrz zdjęcie na stronie aukcji), które moim zdaniem nie nadają się jednak do samodzielnej zabawy dla tak małych dzieci, więc pamiętajcie o tym, by je odpowiednio szybko schować :) Poniżej podrzucam Wam też inne zestawy zabawek działające na tej samej zasadzie, tylko z mniejszą liczbą dodatkó, jeśli stwierdzicie, że nie chcecie ryzykować zakupu zabawki w takiej cenie.

a) dokładnie nasz zestaw za 106,46zł KLIK b) zestaw "Laboratorium" za 54,99KLIK

c) zestaw "Ośmiornica i krab" za 27,90 KLIK .

 
 
7. Ukochane książeczki 

Heki jak chyba większość dzieciaków bardzo lubi słuchać bajek i opowieści. Jeśli są ładnie wydane i zilustrowane - tymbardziej. Oczywiśćie mogłabym tutaj podrzucić zestawy książeczek Pucia, Kici Koci czy Jadzi Pętelki, ale te większość rodziców zna i znajdziecie je na pierwszych półkach w księgarniach. Dlatego dziś chciałam Wam pokazać kilka pozycji, które nie są tak oczywiste i jeśli trafiłeś tutaj bo nie jesteś rodzicem, a jedynie szukasz prezentu dla bliskiej osoby, to szansa, że zdublujesz się tymi książeczkami z czymś, co dane dziecko już ma, jest po prostu mniejsza. Jednocześnie nie są one jakoś bardzo niszowe.
 
1. "Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham" Sam McBratney KLIK
 
Jedna z najpiękniej narysowanych książeczek jakie mamy w biblioteczce. Piękne, akwarelowe ilustracje, bohaterowie to dwa króliczki, które dzieci uwielbiają i do tego proste, ale bardzo mądre przesłanie.

    

 

2. "Wiosna na ulicy Czereśniowej" Rotraut Susanne Berner KLIK

Ta pozycja choć znana, to wiem, że odstasza wielu rodziców ponieważ nie ma w niej ani grama tekstu i jest ucieleśnieniem tego co dla mnie znaczy "aktywne czytanie", ponieważ wymaga od rodzica i dziecka dużego zaangażowania. Książka ma sztywne strony, jest ciut większa niż A4 i posiada ilustracje opowiadające historię ulicy Czereśniowej. Bardzo szczegółowa, można bawić się nią na mnóstwo sposobów (w przypadku mniejszych dzieci "gdzie jest kot, gdzie jest kominiarz?" w przypadku starszych dzieci "wymień/pokaż wszystkie rzeczy, na literę K, które wiedzisz" etc.



3. "Feluś i Gucio poznają emocje" Katarzyna Kozłowska KLIK

Seria książeczek o Felusiu i Guciu (chłopcu i jego misiu) jest moim zdaniem absolutnie kluczowa w przypadku objaśniania dziecku tego, jak działa świat, ludzie i on sam. A nawet i rodzicom potrafi nieco poukładać w głowie :) My obecnie najbardziej lubimy tę o poznawaniu emocji, ponieważ aktualnie Heki wchodzi w wiek, kiedy to te emocje zaczynają nim targać na różne strony i zależy mi na tym, by zanim będzie potrafił sobie z nimi poradzić, potrafił je rozpoznać i nazwać. Ja bardzo cenie sobie też przytulne ilustracje.

4. "Mysz, która chciała być lwem" Rachel Bright, Jim Field KLIK oraz

"Odwagi zajączku" Nicola Kinnfar KLIK

Te dwie pozycje bardzo wyróżniają się na tle innych naszych książek. Cudowne rysunki, humor, rymy, melodyjność tekstu i do tego wszystkiego w obu po prostu fantasyczne przesłanie sprawiają, że sama najczęściej właśnie je wybieram do wieczornego czytania. Jeśli miałabym Wam polecić z całego tego zestawu jedną książkę, którą koniecznie powinniście kupić to byłaby to właśnie ta o Myszy i Lwie :) 



5. "Rok w Lesie: wiewiórka" Katarzyna Piętka, Emilia Dziubak KLIK

Ta pozycja z tego co kiedyś wiedziałam jest akurat dość chętnie promowana w księgarniach, więc jeśli jakimś cudem jeszcze jej nie macie to bardzo polecam. Książeczka wydana jest identycznie jak książeczki Pucia, każda opowiada o innej porze roku i zachęca dziecko do wykonywania różnych czynności. Kupiłam ją dość dawno ale dopiero teraz w wieku 1.5 roku Heki jest w stanie wykonać wszystkie aktywności krok po kroku.


Jeśli dotrwałeś/aś do końca tego poradnika/prezentownika to bardzo mi miło! Będzie mi jeszcze milej jeśli po skorzystaniu z moich propozycji napiszesz mi na moim  Instagramie o swoich wrażeniach :)



Monday, August 22, 2022

Przeprowadzka do Hiszpanii 2022 Marbella


Przeprowadzka do Hiszpanii, przeprowadzka do Marbelli

Hej!

Nie wszyscy śledzą mój kanał na YouTube i wiem, że nie wszyscy wiedzą, jakie były kulisy i powody naszej przeprowadzki do Hiszpanii. Nie udzielam się tutaj jakoś turbo regularnie jednak wyprowadzka z kraju to iście wyjątkowa przygoda i wiem, że będę przekonana jeśli choć raz na jakiś czas nie pospisuje swoich myśli z tym związanych. 

Ale od początku…

Jak to się stało, że wylądowaliśmy w Hiszpanii?

Jakiś czas temu podjęliśmy decyzję o sprzedaży naszego mieszkania na Powiślu w Warszawie i zamianie lokum na coś większego nieco dalej od miasta. Głównym powodem poszukiwań był nasz pies oraz dorastający maluch w domu. Choć ja osobiście uwielbiałam nasze mieszkanko przy Bulwarach to mój mąż ma pewną przypadłość - po 5 latach w jednym miejscu zaczyna go strasznie nosić 😄 i pilnie potrzebuje zmiany. Tak też namówił mnie na zrobienie niezobowiązujących zdjęć mieszkania, które na pewno i tak się prędko nie sprzeda. Oh, w jakim byliśmy błędzie!

Pierwsze urodziny Hekiego, na rękach u Babci


Mój szwagier, który jest agentem nieruchomości znalazł nam klientów jeszcze przed puszczeniem ogłoszenia w świat, a im z kolei bardzo zależało na czasie. W związku z tym mieliśmy kilka miesięcy, żeby znaleźć dla nas dom - finalnie czas ten udało się wydłużyć do pół roku ale niestety niezbyt wiele to zmieniło. Nie udało się nam znaleźć idealnej oferty... lub chociaż takiej, która spełniałaby nasze wymagania w tych najważniejszych aspektach. A naprawdę intensywnie szukaliśmy! Każdego weekendu jeździliśmy oglądać kilka domów jednak bańka nieruchomościowa, która miała miejsce w 2021 roku nas dosłownie dobijała! Ani trochę nie uśmiechało się nam wydawać całych życiowych oszczędności na coś co wcale nie było warte tych pieniędzy, a z kolei ani na remont ani na stawianie czegokolwiek od zera nie mieliśmy ani czasu, ani ochoty. Uwierzcie mi - nie nadajemy się do tego 🙂

Święta Bożonarodzeniowe w Łopusznej

Przeprowadzka do Hiszpanii, przeprowadzka do Marbelli





















Gdy godzina zero (zdanie kluczy) zbliżała się wielkimi krokami, został nam dosłownie jakiś miesiąc, wiedzieliśmy już, że z zakupu domu nici więc zaczęliśmy szukać czegoś na rok/ dwa na wynajem, żeby móc gdzieś na spokojnie szukać dalej domu. Niestety zbiegło się to w czasie z wojną na Ukrainie i zostały nam mieszkania po horrendalnie wysokich kwotach, ponieważ wszystko co racjonalne zostało już wynajęte, a w kilku przypadkach kiedy zdążyliśmy się umówić na dzień otwarty - na miejscu okazywało się, że właśnie wyszła przed nami para bez dziecka i psa…

I tym sposobem, zostaliśmy z niczym 🙂

Koniec końców stwierdziliśmy, że to chyba znak, żeby nie kupować teraz nieruchomości w domu i postanowiliśmy wcielić w życie plan C, o którym myśleliśmy właściwie odkąd tylko się poznaliśmy czyli - wyprowadzka za granicę. Niezobowiązująco wysłaliśmy kilka zapytań o wynajem mieszkania w Andaluzji i tak się złożyło, że mieszkanie w którym finalnie mieszkamy odpowiadało wszystkim naszym potrzebom (które są niemałe przy 75kg mastifie i na ten czas rocznym dziecku) i do tego wszystkiego było możliwe do wynajęcia niemal od zaraz bo były jeszcze dwa miesiące do rozpoczęcia sezonu. W międzyczasie udało nam się szczęśliwie wynająć mieszkanie w naszym budynku więc musieliśmy się przeprowadzić na okres miesiąca przed przylotem by nasi kupujący mogli już się wprowadzić do naszego… tfu, swojego mieszkania 🙂


Przeprowadzka do Hiszpanii, przeprowadzka do Marbelli






















Ale dlaczego Hiszpania? Dlaczego Marbella? 

Wiedziałam, że jeśli mam próbować przeprowadzki za granicę z tak małym dzieckiem, to na początku wolę jakiś kraj w obrębie Unii Europejskiej - poczucie bezpieczeństwa, mnogość lotów, bliskość rodziny i wiele innych były dla mnie kluczowe. Hiszpania ze wszystkich krajów, które do tej pory odwiedziłam zdecydowanie zakorzeniła się w moim sercu najmocniej i namówiłam na nią męża, choć on nie był zbytnim fanem tego pomysłu.

A dlaczego Marbella? Otóż...przez przypadek! Nie mieliśmy zielonego pojęcia jaki jest obecnie boom na tę miejscowość, nie mieliśmy pojęcia, że została wybrana najlepszym europejskim kierunkiem wypoczynkowym 2022 roku, nie mieliśmy pojęcia ile filmów i seriali się tutaj teraz kręci i nie mieliśmy też pojęcia, że w chwili obecnej połowa polskiej śmietanki towarzyskiej się tutaj sprowadza. Gdybyśmy to wiedzieli, możliwe, że mocno by to nas odstraszyło :) Ponieważ chcieliśmy odpocząć od zgiełku dużego, hałaśliwego miasta.

Przeprowadzka do Hiszpanii, przeprowadzka do Marbelli





















Tak się złożyło, że kilka miesięcy wcześniej Piotr dostał ofertę pracy z miasta Fuengirola i choć finalnie nie był nią zainteresowany to dzięki temu zaczęliśmy czytać nieco więcej o tym jakie ciekawe miejscowości są tutaj na Costa del Sol i właśnie tak natrafiliśmy na Marbellę. Pamiętam, że na kilku grupach przeczytaliśmy, że jest to fajne miejsce dla aktywnych rodzin, jedno z większych miast pomiędzy Malagą, a Gibraltarem (którego bliskość była dla nas dość istotna) no i przypadkowo akurat tutaj było to wspomniane wcześniej, dostępne mieszkanie. 

Poza tym postanowiliśmy pójść na żywioł i nie sprawdzaliśmy za bardzo ani miasta ani okolicy, postanowiliśmy, że raz się żyje - umowę mamy wstępnie tylko na rok, więc pojedziemy i pożyjemy. Przed wyjazdem jeszcze szybko się hajtneliśmy, grupowo zaliczyliśmy covida, ja zamknęłam firmę i pojechaliśmy w siną dał spróbować sił na hiszpańskiej ziemi!

Szczęśliwie bardzo się nam tutaj spodobało i nie żałujemy decyzji :) Co więcej po regularnych publikacjach relacji na moim Instagramie jeszcze dwie polski postanowiły się tutaj przenieść! Wow :)

I tak zaczęłą się nasza wielka, hiszpańska przygoda, która relacjonuję dla Was regularnie na Instagramie oraz na moim Youtubie. Tam znajdziecie całą masę vlogów z różnych wycieczek po regionie, na które Was serdecznie zapraszam.


Przeprowadzka do Hiszpanii, przeprowadzka do Marbelli

Przeprowadzka do Hiszpanii, przeprowadzka do Marbelli


Przeprowadzka do Hiszpanii, przeprowadzka do Marbelli

Widok na górę La Concha w Marbelli

Spacer po Paseo Maritimo w Marbelli

Plaża San Pedro de Alcantara

Przeprowadzka do Hiszpanii, Marbella


Friday, July 8, 2022

Mapka z filmu PRZEWODNIK PO MALADZE na Youtube

 

Mapa Atrakcji Przewodnik po Maladze ogonowskamaja

Hej!

W najnowszym filmie pt. "Przewodnik po Maladze", który obejrzycie tutaj [KLIK] na moim kanale pokazałam Wam mapkę w jakiej kolejności omawiałam atrakcje oraz gdzie się znajdują. Nie bez powodu kolejność jest właśnie taka - zależało mi żebyście bez problemu zaparkowali, a następnie zobaczyli wszystkie 13 atrakcji bez nadrabiania zbędnych kilometrów, bo zdecydowanie jest tam co zobaczyć! A wiem, że niektórzy mają np jeden / dwa dni na zwiedzanie miasta i lecą dalej. Mam nadzieję, że ten film jak i mapka Wam to ułatwią :) A oto lista atrakcja kryjących się pod poszczególnymi numerkami:

1. Museo de Imaginacion Malaga

2. Mercado Cenral de Atarazanas

3. Katedra w Maladze (Santa Iglesia Catedral Basílica de la Encarnación)

4. Museo Revella de Torro

5. Teatro Romano i Alcazaba

6. Museo Picasso Malaga

7. El Pimpi, Botega Bar

8. Plaza de la Merced

9. Mirador del Gibralfaro

10. Parque de la Malaga

11. Centre Pompidou Malaga

12. Playa de la Malaquete

13. Pasaż Muelle Uno

A oto mapka, gdzie my zawsze parkujemy samochód:



Wednesday, October 27, 2021

Recenzja Guerlain Advanced Youth Watery Oil

 


Produkt, z którego recenzją dziś do Was przychodzę poznałam po raz pierwszy na spotkaniu Guerlain dwa, czy może już nawet trzy lata temu. Zapamiętałam go jako pięknie pachnący eliksir o lekko oleistej konsystencji, która fantastycznie nawilżała, ale i natłuszczała skórę.

 


 

 

 

Dziś przychodzę do Was jednak z recenzję nowej formuły, którą marka opisuje tak: bogactwo oleju, intensywność działania niczym w serum, przy zachowaniu konstytucji lekkiej niczym woda. Czy takie właśnie były moje odczucia podczas testowania tej unowocześnionej wersji Advanced Youth Watery Oil? Przekonajcie się sami.












 

Co musisz wiedzieć o Abeille Royale?

Abeille Royale to linia ekskluzywnych produktów do pielęgnacji twarzy wprowadzona na rynek w 2013 roku, która całą swą siłę czerpie z produktów pszczelich. Od samego początku marka Guerlain bazuje na gruntownych badaniach mających na celu zgłębienie potencjału miodu i mleczka pszczelego w służbie innowacyjnej, ukierunkowanej i przede wszystkim skutecznej pielęgnacji przeciwstarzeniowej.

Marka Guerlain stworzyła nawet własną platformę badawczą Beelab poświęconą produktom pszczelim i ich mocy eliminowania widocznych oznak starzenia działająca na trzech płaszczyznach; praca nad pszczołami, miodem i regeneracją skóry

 


 Linia Abeille Royale zrodziła się z intuicji naukowców Guerlain, którzy wierzyli, że musi istnieć korelacja między naturalnym procesem gojenia a mechanizmami odnowy starzejących się komórek skóry. Zdaniem Dyrektor Badań Guerlain, dr Frédérica Bonté, "Skóra, która słabo się goi, to skóra, która szybciej się starzeje".

 

 

To, co moim zdaniem jest szczególnie warte zapamiętania z tego wpisu to fakt, że 10 lat badań zaowocowało stworzeniem nowej technologii: Dynamic Blackbee Repair, przez którą rozumiemy kombinację czterech wyselekcjonowanych miodów i mleczka pszczelego. Miód czarnej pszczoły z wyspy Quessant został wzbogacony o trzy inne miody wyspowe (z Ikarii, Korsyki i Wysp Alandzkich). Połączenie tych składników gwarantuje natychmiastowe działania regenerujące poprzez zwiększenie ilości połączeń neuronalnych w skórze właściwej.

 

 
Advanced Youth Watery Oil w liczbach
 
Sekretem Advanced Youth Watery Oil jest wcześniej wspomniana technologia Dynamic Blackbee Rapair. Produkt od 2013 roku jest bestsellerem marki, a jeden jego flakon sprzedawany jest dokładnie co 26 sekund i do tej pory otrzymał 19 międzynarodowych nagród.
 
Testy laboratoryjne wykazały, że po regularnym stosowaniu kosmetyku skóra regeneruje się 9x szybciej, zaś do pełnej regeneracji dochodzi po 8h od nałożenia. Wskaźnik nawilżenia wzrasta o 125%. Mleczko pszczele zawarte w eliksirze o 19% zwiększa produkcję młodych, aktywnych komórek, zaś o 44% maleje liczba starych fibroblastów na rzecz młodych (co oznacza po prostu redukcję starzejących się komórek).
 
Kobiety, które testowały produkt przez okres miesiąca, stwierdziły, że jędrność poprawiła się o 56%, a skóra stała się bardziej promienna o 49%. Gładkość skóry oceniły na +32%.
 



 Tyle z teorii, a co ja na to?

Po pierwsze - konsystencja. Każda z nas myśląc o olejku i miodzie w głowie ma raczej lepką, cięższą formułę, dlatego bardzo ważne jest, żebyście dobrze wzięły sobie do serca nazwę tego produktu — "Watery Oil". Ona idealnie utożsamia się z tym, co znajdziecie we flakonie kształtem przypominającym plaster miodu. 

 

Nie jest to produkt tępy jak serum, nie ucieka przez palce jak zwykła woda, ale nie obciąża też jak olejek. Jest to coś, czego ciężko szukać wśród sklepowych półek i nie ukrywam, że tak unikatowa konsystencja znacznie wpływa na poczucie, że faktycznie mamy do czynienia z produktem działu premium. Nadaje się do masażu jak również połączenia go z kosmetykami kolorowymi (polecam z sypkim rozświetlaczem!).

 

Kosmetyk dozujemy za pomocą dołączonej pipety, która według producenta wciąga dokładnie taką ilość produktu, jaka potrzebna jest do pokrycia skóry twarzy. Ja zużywam zwykle dwa naciśnięcia pipety, ponieważ lubię posmarować produktem również dekolt i zmęczone karmieniem piersi :)




Część z Was może obawiać się, że po nałożeniu wodnego olejku Wasza skóra będzie wyglądać na tłustą, ale nic z tych rzeczy. Na zdjęciu powyżej sami możecie zobaczyć, że skóra wygląda na promienną i rozświetloną, ale nie nazwałabym tego bliku "tłustym". Dodatkowo fantastyczne efekty uzyskacie również po połączeniu produktu z ulubionym kremem do twarzy, zwiększając jednocześnie przyczepność przed nałożeniem kosmetyków kolorowych.
 

Działanie i efekty

 
 

Testowanie Advanced Youth Watery Oil rozpoczęłam na początku jesieni, gdy miałam już za sobą pierwsze zabiegi złuszczające, jednak musiałam je przerwać ze względu na nasz urlop na Minorce. Pomyślałam, że wszystko idealnie zbiega się w czasie — przedłużę przerwę w jesiennym złuszczaniu, co pozwoli mojej skórze odetchnąć i skupię się wtedy na regeneracji oraz nawilżeniu. Dodatkowo będzie to świetna okazja, by mimo października sprawdzić, jak olejek radzi sobie pod filtrami przeciwsłonecznymi. 

 Efekty? No cóż, skłamałabym, gdybym nie napisała o bardzo wysokich oczekiwaniach względem kosmetyku tej wartości. Pierwsze trzy dni właściwie głównie byłam pod wrażeniem tego jako promiennie i lśniąco wygląda moja cera oraz jak lekka jest konsystencja. Dopiero w drugiej połowie pierwszego tygodnia testów zauważyłam, że suche dotąd miejsca zaczynają wyglądać nieco lepiej (obecnie mam lekki problem z okolicą brwi i o dziwo, skroni). Po dwóch tygodniach od rozpoczęcia testów byłam już właściwie przekonana, że jest to formuła dla mnie, a muszę się Wam przyznać, że byłam lekko zdziwiona, że dostałam zapytanie od marki o test tego olejku — w końcu moja cera jest mieszana i moje romanse z oleistymi produktami wiodą dość wyboistą drogą. Szczęśliwie formulacja tego wodnego olejku jest na tyle uniwersalna, że i u mnie efekty są tylko na plus i nie zaobserwowałam żadnego obciążenia skóry czy wyprysków. Ponadto po tygodniu na Minorce (mimo stosowania filtrów — jak zawsze) uważam, że moja cera poradziła sobie lepiej niż zwykle z panującymi tam warunkami i kąpielami w słonej morskiej wodzie. Olejki ani mój codzienny makijaż nie spływały do oczu mimo stosowania produktu codziennie rano i wieczorem.

Nie zdziwiło mnie to wszystko za specjalnie, ponieważ tak jak mówiłam na początku — ja już poznałam kiedyś poprzednią wersję (choć w znacznie mniejszym wymiarze) i znałam poniekąd jego dotychczasowe możliwości. To, co zdziwiło mnie znacznie bardziej, to jak fantastycznie zadziałał na skórę Piotra, któremu wystarczy godzina na słońcu, by być mocno brązowym. Już w trakcie wyjazdu, ale i po nim regularnie wcierał sobie olejek w skórę twarzy i wygląda na znacznie bardziej wypoczętego i po prostu zdrowego :) Więc śmiało proponujcie produkt również swoim partnerom — jestem pewna, że będą zachwyceni jego lekką, nietłustą konsystencją (mój tego nie cierpi).

 
 

A więc... DLA KOGO?
 
Komu poleciłabym ten olejek? Nie jestem pewna czy młode cery bez większych problemów będą w stanie docenić potencjał i moc tego produktu — choć oczywiście nie zaszkodzi. Myślę jednak, że grupa docelowa, która będzie najbardziej zadowolona z formuły i działania Youth Watery Oil to kobiety po 25 roku życia z cerami; suchymi, normalnymi i mieszanymi. Górnego limitu wieku zdecydowanie brak :)
 
Co do tłustych cer — myślę, że tutaj przyda się dobry masaż po aplikacji, ale nie chcę się wypowiadać, gdyż posiadaczką takiej cery po prostu nie jestem. ZDECYDOWANIE jest to dobry wybór na świąteczny prezent dla mamy czy babci — jestem pewna, że będą zachwycone! 

Gdzie kupić?

Advanced Youth Watery Oil kupicie tutaj [KLIK!] w pojemnościach 15ml, 30ml, 50ml i 100ml. W artykule ukazana jest największa pojemność.
 
Jeśli się zdecydujecie - koniecznie dajcie znać jak wrażenia!
 
 
 
 

Friday, April 23, 2021

Słód jęczmienny na rozkręcenie laktacji

Słód jęczmienny na rozkręcenie laktacji
 


Cześć!

Dziś postanowiłam rozwinąć nieco temat słodu jęczmiennego.


PO CO STOSOWAĆ SŁÓD JĘCZMIENNY?

W poprzednim wpisie pisałam Wam już, że słód stosuję, a właściwie stosowałam, na rozkręcenie laktacji i zwiększenie ilości mleka w piersiach. Jest to składnik, który znajdziecie w wielu gotowych produktach służącym właśnie w problemach z laktacją. Najpopularniejsze produkty zawierające słód to Femaltiker i Karmi. Z mojego doświadczenia najbardziej opłacalny i najzdrowszy jest jednak czysty słód, który dodać możecie tak naprawdę do obojętnie czego, jednak najprościej przyjąć jest go w formie napoju. Obecnie laktację rozhulałam już na tyle, że nie jest mi to już potrzebne i stosuję go tylko doraźnie gdy wiem, że będę musiała odciągnąć dużą ilość mleka. 

Słód to jednak też po prostu bardzo zdrowy składnik, który ma zbawienny wpływ na trawienie dzięki zawartemu w nim błonnikowi. Uczulam jednak osoby chorujące na cukrzycę by przed spożyciem napoju słodowego skonsultowały się ze swoim lekarzem.


Słód jęczmienny na rozkręcenie laktacji



JAKI SŁÓD WYBRAĆ?

W sieci znajdziecie słód w formie sproszkowanej jak i w formie syropu. Ja osobiście polecam jednak ten pierwszy ponieważ w formie "surowej" będzie zatrzymywał swoje wartości odżywcze dużo dłużej, niż taki, który został już wcześniej połączony z wodą. Ponadto możecie użyć go również do wypieków, a jeśli kupicie syrop, nie zawsze będzie to możliwe.

Ja kupuję słód z [tego linku].


JAK PRZYGOTOWAĆ SŁÓD NA LAKTACJĘ?

Najprostszym rozwiązaniem jest rozrobić łyżeczkę słodu w połowie szklanki ciepłego mleka. Z braku laku może być to też woda, jednak ideałem byłoby, żeby produkt bazowy był tłusty, ponieważ w tłustym wszystkie witaminy rozpuszczają się znacznie lepiej. Nie ma znaczenia rodzaj mleka - ja od samego początku słód rozrabiałam w mleku roślinnym - raz sojowym, innym razem owsianym etc. 

Zachęcam również do stosowania słodu w połączeniu np z kakao, jogurtem czy płatkami śniadaniowymi. Mi smak takiego napoju odpowiada, ale wiem, że nie ze wszystkimi tak jest.


Słód jęczmienny na rozkręcenie laktacjiSłód jęczmienny na rozkręcenie laktacji



JAK CZĘSTO STOSOWAĆ?

Gdy na początku chciałam przyśpieszyć rozkręcanie laktacji stosowałam go dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Teraz jednak tak jak wspominałam moja laktacja jest już unormowana więc stosuję go jedynie doraźnie przed ociąganiem mleka laktatorem.


Słód jęczmienny na rozkręcenie laktacji

KIEDY MOGĘ SPODZIEWAĆ SIĘ EFEKTÓW?

W moim przypadku efekt "przepełnionych piersi" pojawiał się około godziny po wypiciu napoju i faktycznie najmocniejszy był w przypadku gdy wypiłam słód rozrobiony w ciepłym mleku. 


Słód bardzo pomógł mi w rozkręceniu laktacji i zrobieniu zapasów mleka do zamrażarki na wypadek gdybym z jakiegoś powodu nie mogła karmić dziecka piersią. Oczywiście musicie brać pod uwagę, że na jedną kobietę zadziała to lepiej, na inną gorzej, ja jednak polecam go z całego serca, ponieważ w moim przypadku efekty były znacznie szybsze i bardziej zauważalne niż przy stymulacji piersi laktatorem. 

Saturday, April 17, 2021

Wyprawka szpitalna do porodu (planowe cesarskie cięcie)

 

rzeczy dla mamy do szpitala, poróg, połóg, wyprawka


Cześć!

Dzisiejszy post będzie nieco odbiegał od mojej standardowej tematyki jednak tak najłatwiej będzie mi opowiedzieć Wam o wszystkim co zabrałam ze sobą do szpitala. Być może nawet nie to co zabrałam, a to co się przydało lub wręcz przeciwnie będzie tu istotniejsze, ponieważ patrząc teraz po kilku miesiącach na moją "check listę" wiem, że obecnie wyglądałaby ona zgoła inaczej. Tym właśnie doświadczeniem chciałabym się dziś z Wami podzielić - pewnie macie już dość słuchania tego podczas ciąży, jednak pamiętajcie, że każdy poród jest zupełnie inny tak samo jak każda rodząca oraz jej dziecko. Do tego dochodzą wymagania szpitali do których traficie - w jednym możecie dostać pierwszą wyprawkę dla dziecka czy nawet pampersy, a do dyspozycji rodzących będą laktatory - w innym zaś będziecie musiały mieć dosłownie WSZYSTKO swoje. Mój szpital niestety należał do tych drugich :-) Tak czy inaczej kompletowanie wyprawki dla siebie i dziecka polecam zacząć od odwiedzenia strony szpitala i sprawdzenia czego poza wynikami badań wymaga od Was Wasza placówka.


Ja od początku wiedziałam, że rodzić będę drogą cesarskiego cięcia stąd nie znajdziecie w mojej wirtualnej walizce żadnych gadżetów łagodzących ból jednak i tak moim zdaniem jest to wyjątkowo neutralna lista, która przyda się każdej z Was - ja większości, jeśli nie wszystkich z wymienionych poniżej produktów, używam do dziś!

Podstawowy podział na kategorie to rzeczy osobiste dla mamy i dla dziecka. Rodziłam w czasie pandemii, więc o rzeczach osobistych dla osoby towarzyszącej nie było niestety mowy...

Aha! Do rzeczy, które kupiłam w sieci znajdziecie linki w tekście :)


Zacznijmy zatem od...

RZECZY DLA MAMY

rzeczy dla mamy do szpitala, poróg, połóg, wyprawka


TEKSTYLIA & ODZIEŻ:

- 2 piżamy szpitalne - to czy będą z opcją karmienia czy będą po prostu na elastycznych ramiączkach pozostawiam już Wam. Ja miałam takie z opcją karmienia, kupione specjalnie do szpitala i okazało się, że piersi od mleka urosły mi na tyle, że okazały się być zbyt małe. Dlatego teraz kupiłabym rozmiar większe albo wzięła jakieś swoje, sprawdzone koszule nocne, których ramiączka łatwo zsunąć. NIE POLECAM brać jasnych piżam do porodu (obojętnie jakiego). Ja miałam taką i taką i mimo wszystko szczerze je polecam bo mimo mojej wtopy z rozmiarem piersi koszule te są tanie, ciemne, wygodne i bez żadnych dziecinnych zdobień, których osobiście nie cierpię i nie wyobrażam sobie w razie potrzeby iść walczyć o dobro swoje czy dziecka w koszuli do karmienia z nadrukowaną żyrafką :-)

- 2 biustonosze do karmienia - tak samo jak powyżej, bardzo żałowałam, że moje bawełniane biustonosze okazały się być "na styk", mimo, że tu wzięłam i tak rozmiar większe. Dopiero po 2 miesiącach od porodu znalazłam biustonosze, które idealnie sprawdziłyby się do szpitala, ponieważ mają duży zakres regulacji, co przy nawale jest bardzo wygodne. Dodatkowo poród i pobyt w szpitalu jest i tak na tyle stresującym doświadczeniem, że dla mnie był istotny mój maksymalny komfort. Jeśli zdecydujecie się karmić piersią będziecie chodzić w tych biustonoszach 24/7 dlatego warto zostawić te co bardziej finezyjne modele na czas gdy laktacja będzie już ustabilizowana, a na początku postawić na te elastyczne, bez fiszbin i minimum z 3 rzędami haftek. Ja polecam takie w wersji czarnej bo maści na obolałe sutki bardzo ciężko odeprać [klik!].

- 2 ręczniki - jeden do włosów, drugi do ciała - również polecam ciemne. Ja żeby zaoszczędzić miejsce w walizce jeden miałam taki cienki, sportowy z Decathlonu, który zwykle w lato zabieram na plażę.

-Szlafrok - ja wzięłam cienki, satynowy, ale w sumie chyba tylko raz założyłam go dla zasady idąc do łazienki. Rodziłam w czasie pandemii, więc panów żadnych na korytarzach i tak nie było, a na oddziale położniczym jest tak ciepło, że nie był mi zwyczajnie potrzebny mimo, że rodziłam na początku stycznia!

- Klapki pod prysznic i papcie na oddział - moim zdaniem w obu przypadkach najlepiej sprawdza się obuwie wsuwane - nie brałabym "miękkich" kapci zakładanych jak skarpetki, bo możecie mieć problem ze schylaniem. Dwie pary japonek okazały się być idealne.

- Opaska na oczy - ja nie potrafię bez niej zasnąć nawet w domu, tymbardziej nie potrafiłam nawet w sali, w której było dość jasno w nocy. 

- Wygodne rzeczy na wyjście - cóż, mi się nie udało urodzić w terminie planowego cięcia tylko wcześniej, więc wychodziłam ze szpitala w jeansach i swetrze, w których "tylko przyjechałam sprawdzić co się dzieje" :) ale bardzo polecam przygotować sobie wygodny dres albo jakieś legginsy. Bez względu na rodzaj porodu komfortowe, nieuciskające materiały są zbawienne w tych dniach. 

rzeczy dla mamy do szpitala, poróg, połóg, wyprawka



KARMIENIE & LAKTACJA:

laktacja, karmienie, wyprawka do szpitala

- Poduszka do karmienia - ja miałam Kurę Babci Dany marki La Millou i już w szpitalu mnie wkurzała, mimo, że moje dziecko było niewielkie i wtedy się jeszcze na niej mieściło. Jej kształt jednak sprawiał, że syn był ułożony w kształcie banana i jedząc miał głowę niżej od tułowia. Bardzo kiepska sprawa jeśli chcecie uniknąć ksztuszenia czy ulewania. Po miesiącu stwierdziłam, że nie chcę się z nią dłużej męczyć i zastąpiłam ją taką poduszką w kształcie litery C. Używam jej z powodzeniem do dziś, dodatkowo młody ćwiczy na niej teraz stabilizację, a tatuś używa jej do usypiania. 
PS z tej samej firmy miałam poduszkę ciążowa w wersji premium - faktycznie materiał poszewki jest przyjemniejszy, ale nie na tyle by był sens dopłacać.

- Muszle Medela - uwaga, muszle to nie kapturki! Przez muszle nie będziecie w stanie karmić jednak jest to wynalazek, który uratował laktację i sutki niejednej kobiety. Muszle to takie wypukłe dyski z wywietrznikami, które nakładacie na sutki pomiędzy karmieniami dzięki czemu piersi goją się i szybciej dochodzą do siebie. Dodatkowo dzięki temu, że nie dotyka ich bezpośrednio materiał stanika możecie na okrągło smarować je maścią, a ta nie zetrze się ani nie pobrudzi biustonosza. Dzięki tym otworkom pierś się nieco wyciąga i dziecku łatwiej ją złapać, co ułatwi dostawianie się każdemu dziecku, nie tylko temu, którego mama ma wypukłe czy wklęsłe brodawki. Żeby tego było mało muszle zbierają kapiące mleko i działają trochę jak kolektor mleka :) Moim zdaniem na początku drogi mlecznej muszle przydadzą się Wam nawet bardziej niż poduszka, bo tą łatwo zastąpić, a muszli się nie da. Absolutny MUST HAVE! [klik!]
PS nakładki przeciw gryzieniu miałam z Tommee Tippee, ale mój syn nie chciał absolutnie z nich pić.

- Maść na sutki - (tej samej za radą pediatry używam do pupy dziecka przeciw odparzeniom) [klik]

- Kompresy Multi-mam - przydatne do wygojenia piersi, jednak jeśli macie już maść z lanoliną i muszle wydaje mi się, że nie będą już potrzebne. Ja trochę na siłę zużyłam. Poczytacie o nich [tutaj].

- Laktator - oj... o laktatorach mogłabym spokojnie przygotować osobny wpis, albo i kilka :) bo to jest istny temat rzeka. Ja od początku planowałam wziąć pojedynczy laktator marki Neno Uno do szpitala, jednak moje widzki na Instagramie bardzo intensywnie przekonywały mnie, że pojedyncze laktatory są do... wyrzucenia :) i dosłownie w przeddzień porodu uległam i wymieniłam w torbie laktator Neno Uno na podwójną Medelę Swing Maxi. Niestety potem tego szybko pożałowałam i to jest dowód na to by nie wierzyć ślepo w to co się słyszy na Instagramie. Różnica jest taka, że Neno jest drobny, nie ma przewodów, można go ładować nawet z powerbanku, używać jedną ręką "w powietrzu" bo mocno zasysa się do piersi i sprawdzi się świetnie do rozkręcenia laktacji gdy na drugiej piersi wisi noworodek (czyli przez cały czas w pierwszych tygodniach). Medela to fantastyczny laktator i uwielbiam go, ale dopiero TERAZ zaczęłam go używać, po trzech miesiącach, gdy mam czas wieczorem żeby wygodnie usiąść przy kontakcie i przeznaczyć na siedzenie w miejscu minimum kwadrans bez dziecka uwieszonego do którejś z piersi. Dodatkowo Neno był dla mnie dużo bardziej intuicyjny i prosty w obsłudze, z obsługi Medeli nie zdążyłam się wcześniej przygotować i skończyło się na tym, że podjęłam jedną próbę ściągnięcia mleka w szpitalu - bez żadnych efektów. Tam elementów jest znacznie więcej i trzeba nauczyć się obsługi wcześniej, o myciu/sterylizowaniu tego wszystkiego w warunkach szpitalnych nie wspomnę. Bardzo żałuję, że zmieniłam Uno na Medelę w ostatniej chwili bo być może udałoby się rozkręcić laktację dużo szybciej i zaoszczędziłabym sobie dwóch nocy wrzasków głodnego dziecka, a jemu samemu dwóch butelek mleka modyfikowanego wlanego przez położne "bo przecież Pani nie ma mleka!". Niestety nie pocieszę Was pewnie tym co napiszę, ale obecnie używam OBU laktatorów. Neno na szybko w ciągu dnia gdy chcę ściągnąć mleko rozwieszając jednocześnie pranie albo po prostu gdy gdzieś jedziemy, a ja chcę mieć na miejscu możliwość ściągnięcia mleka na podróż powrotną, a Medeli wieczorami gdy chcę naraz ściągnąć dużą ilość mleka do zamrożenia bez bawienia się w łączenie porcji. Tak czy inaczej, zaczęłabym od Uno i bardzo bardzo polecam ten laktator do szpitala. 

- Słód jęczmienny - jeśli czytałyście o magicznych wspomagaczach laktacji na pewno natrafiłyście na informacje o Karmi i o Femaltikerze. Jedno i drugie opiera swą magiczną zasadę działania na słodzie. Do szpitala wzięłam Femaltiker, jednak po skończeniu opakowania stwierdziłam, że kupowanie go nie ma najmniejszego sensu i potem piłam już tylko czysty słód jęczmienny [dokładnie ten]. Wystarczy rozpuścić łyżeczkę słodu w 1/2 szklanki mleka, ale od biedy w szpitalu sprawdzi się też jogurt czy ciepła woda. Cena w stosunku do gramatury bez porównania do Femaltikera - ja już rozkręciłam na słodzie laktację, a nie zużyłam nawet połowy tego opakowania z linku. W Karmi zawartość słodu jest na tyle mała, że u mnie nie ma za bardzo efektu, za to godzinę po czystym słodzie piersi mam jak skała :) Dla mnie jest to kolejny MUST HAVE i żałuję, że nie zaczęłam go pić intensywniej jeszcze przed porodem jak i po nim.

- Woda - tutaj zdania są podzielone, jedni używają butelki Dafi z filtrem, mi się lepiej sprawdziły zwykłe wody w butelkach - zawsze miałam jedną dużą przy łóżku. Podczas karmienia piersią picie dużych ilości wody jest bardzo ważne.


HIGIENA & INNE GADŻETY:

- Kosmetyki do codziennej higieny: szampon, szare mydło, szczoteczka i pasta, krem, balsam, jeśli macie ochotę to kosmetyki do makijażu. Dzieci nie lubią mocnych zapachów więc warto mieć to na uwadze wybierając produkty do kosmetyczki. Ja spakowałam sobie nawet olejek z Nuxe'a, ale w obawie, że dziecko odtrąci pierś gdy będzie bardzo mocno pachnieć i tak go nie użyłam... mimo, że po prysznicu bardzo kusiło :-).

- Wkładki do biustonosza - Warto awaryjnie mieć tak z kilkanaście par jednorazowych - mi się nie przydały bo pokarm miałam dopiero po wyjściu ze szpitala i nic mi nie ciekło, ale mogą też ochronić biustonosz przed maścią jeśli nie kupicie tych muszli z Medeli. Zwróćcie uwagę, żeby miały pasek samoprzylepny, w innym przypadku będą wędrować po całym biustonoszu.

- Wkładki higieniczne popołogowe - po porodzie będziecie się oczyszczać, czyli krwawić. U jednych trwa to krótko, u innych wręcz odwrotnie. Czasem odchodów popołogowych jest niewiele, czasem bardzo dużo. Wkładki te są OLBRZYMIE (coś jakby powiększyć 5x największą podpaskę, jaką widziałyście w swoim życiu). Ja zużyłam jakoś około 12? sztuk. Dobrze jest mieć awaryjne w domu, by ktoś mógł je Wam dowieść, choć znajdziecie je w każdej aptece i Rossmannie, ale nie każdy mężczyzna da sobie radę ze znalezieniem tego i kupi Wam zwykłe wkładki, a te po porodzie to mogą się przydać co najwyżej do wytarcia krwi z nosa :-) Ja bardzo, bardzo polecam o te. Jedyne, które stabilnie siedziały w miejscu :-)

- Popołogowe majtki z siateczki - są bardzo rozciągliwe, wygodne i świetnie wspierają gojenie się zarówno podwozia jak i blizny po CC. Ja miałam dwie firmy ale powyższe wkładki lepiej trzymały mi się w tych.

- Powerbank - chociażby do naładowania wcześniej wspomnianego laktatora.

- Ładowarka do telefonu z bardzo długim kablem - u mnie okazało się niepotrzebna bo kontakt miałam zaraz przy łóżku, ale podobno bardzo różnie to bywa, a wbrew pozorom w szpitalu ma się dużo czasu na siedzenie na telefonie, bo dziecko ciągle śpi albo ssie pierś :)

- GoPro - oczywiście nie zachęcam do kupowania specjalnie kamerki na tę okazję, ja jednak swoją wzięłam i bardzo się cieszę, ponieważ mam te wspomnienia zachowane w doskonałej jakości na długie lata. 

- Termos - chociażby po to by zmoczyć chusteczki dla dziecka jeśli będzie źle reagować na takie zimne prosto z opakowania lub by nie musieć biegać co chwila do kuchni po herbatkę :-) ja miałam taki i trzymał ciepło ok 8h [klik]

- Kilka gumek do włosów

- Proste przegryzki do podjadania pomiędzy posiłkami; lekkostrawne herbatniki, ulubiona herbata, kawa etc. 

- Aplikacja do zamawiania jedzenia, lub dużo monet do automatów :)

- Sztućce, talerzyk, kubek etc. - to oczywiście już wedle uznania - jeśli szpitalne sztućce nie są dla Was problemem to śmiało możecie to sobie odpuścić.


RZECZY DLA DZIECKA


TEKSTYLIA & ODZIEŻ:

- Rożek i kocyk - na stronie mojego szpitala wyraźnie było napisane żeby zabrać jedno z tych dwóch, a jak przyjechałam to spytano mnie dlaczego nie mam kocyka? Tak więc pierwszą noc owijałam małego dodatkowo w ten awaryjny ręcznik z Memi, którego de facto nie użyłam do kąpieli bo nie było zwyczajnie takiej potrzeby (wyszliśmy po 3 dniach). Mieliśmy rożek od Mamy Ginekolog i bardzo bardzo je Wam polecam - miękkość jest niesamowita! A teraz gdy mały wyrósł używamy go jako kołderki.

- Ciuszki dla dziecka...
...tutaj mogłabym wymienić całą stertę rzeczy, które ze sobą miałam (a i tak nie starczyło i partner musiał mi dowieźć, bo pobyt się przedłużył o ten jeden dzień plus nie miałam dużej wprawy w przebieraniu) lecz gdybym teraz pakowała młodego wzięłabym:
- 5 par bodziaków z długim rękawem, 
- 1 czapeczka,
- 2 kaftaniki lub coś ciepłego na wierzch,
- 3 razy półśpiochy,
- 5 par pajaców ze stópkami, najlepiej z suwakiem*.


*Ogólnie muszę Wam powiedzieć, że jestem OGROMNĄ fanką pajaców, szczególnie tych na zamek, Do szpitala gdybym mogła wzięłabym z 10 par pajaców ze stópkami i nic więcej bo uważam, że są najprostsze i najwygodniejsze, szczególnie do szybkiego ubierania i ściągania ich z noworodka (a badania i obchody w szpitalu są co chwila). 

Prawie wszystkie rzeczy dla młodego miałam białe i nie uważam, że koniecznie rzeczy dla dziecka muszą być kolorowe, bo inaczej ich nie dopierzecie ze smółki czy z ulewania. Moje dziecko nie ulewało, a kupki odeprały się bez problemu zwykłą Lovelą jeśli coś się przypadkowo pobrudziło.
Skarpetki i rękawiczki się u nas nie przydały bo mały się nie drapał. Ciuszki miałam mieszane w rozmiarze 56 i 62 plus w domu zostawiłam sobie przygotowane pakiety w rozmiarze 62 gdyby jednak okazało się, że młody urodzi się większy - 56 okazało się być idealne. Teraz jednak i tak wzięłabym już tylko 62, które jest zdecydowanie łatwiej założyć na takie małe, "zastane" ciałko.


- Pieluchy tetrowe / flanelowe / muślinowe -  tutaj warto mieć ze dwie większe (np do użycia jako otulacz lub do położenia na przewijaku gdy przyjdzie obchód zrobić badania. Do tego ze dwie, trzy sztuki mniejsze pieluszek typu "ulewajka" choć u nas np nawet ich nie wyciągnęłam, ale nie jesteście w stanie przewidzieć, czy dziecko będzie ulewać. Rodzaj materiału, który wybieracie do otulania radzę dobrać po prostu do pory roku (flanela - zima, tetra - uniwersalne, bambus/muślin - lato). Ja uwielbiam pieluchy bambusowe ponieważ są niezwykle miękkie.

HIGIENA & GADŻETY:

- Paczka pieluch typu "Newborn" - ja miałam te z Bambiboo [klik] i do dziś nie znalazłam lepszych pieluch.

- Chusteczki Waterwipes - jeśli nie macie dużej wprawy w przewijaniu dobrze mieć nieco większe opakowanie.

- Kosmetyki: do ewentualnej kąpieli gdyby pobyt się przedłużył, krem do pupy (polecam wcześniej wspomnianą maść na sutki). Do przemywania oczu czy rączek zamiast chusteczek możecie używać po prostu dziecięcych wacików.

- Awaryjny smoczek dla noworodka  - tak tak, ja też nie miałam w planach podawać go dziecku tak wcześnie, ale gdy nie miałam pokarmu, a on nie chciał ssać w nocy piersi bo był już tak sfrustrowany, że nie leci, to było jedyne co było w stanie go uspokoić i dać moim piersiom nieco odetchnąć. Bardzo przydał się też w drodze do domu - w innym przypadku dziecko płakałoby mi na dworze przy minusowej temperaturze więc uważam, że czasem warto wybrać mniejsze zło. Uczulam jednak żebyście nie kupowały popularnych na Instagramie i jednocześnie szkodliwych smoczków Bibs. Ja po przewertowaniu różnych artykułów napisanych przez logopedów/stomatologów na temat smoczków zdecydowałam się spróbować czterech różnych firm i jedyny smoczek i kształt, który zaakceptował (choć też tylko w pierwszym miesiącu) mój syn to ten. 



To jest esencja jeśli chodzi o produkty, które moim zdaniem warto zabrać ze sobą do szpitala. W moim przypadku była możliwość dowożenia paczek pacjentkom w ciągu dnia więc część z tych rzeczy miałam odrazu w torbie, a część dowiózł mi partner gdy wychodziłam by niepotrzebnie nie dźwigać. Ze względu na wymogi szpitala spakowałam się w jedną walizkę typu "kabinówka", jedną miękką torbę na siłownie i torebkę. Teraz miałabym gdzieś ich wymogi i spakowałabym się w zwykłą dużą walizkę :)

To wszystko, mam nadzieję, że lista okaże się przydatna!